DZIEŃ 0 (15 października 2012) Kathmandu – Besisahar

autor: Monia

data: 2012-11-06T22:01:11.000Z

O 6.30 wyjeżdżamy autobusem z Kathmandu w stronę Pokhary. Zamiast podziwiać widoki za oknem trochę przysypiamy... Ale wczoraj do ostatniej chwili robiliśmy zakupy, potem pakowanie do późna. Kijki, czapki, szaliki, rękawiczki, skarpetki... No nie ma żartów, profesjonalna wyprawa, a jak! Zwarci i gotowi. Ruszamy!

Cieszę się strasznie, bo jest z nami Kasia. Niestety wybieramy się na zupełnie różne treki, więc to nasze ostatnie chwile razem. Z mikro plecakami (mój 45l, ok. 5kg i Fry 65l, ok. 13kg) wyglądamy przy Kasi marnie... Ona tu z namiotem, kuchenką, gazem, garnkiem, jedzeniem…sama w jakąś dzicz... A my to taki spacerek w sumie... No ale trzeba mierzyć siły na zamiary. Wcale nie jestem pewna czy i tak się nie przeliczyliśmy. Nigdy wcześniej nie trekowaliśmy (nie licząc 2-dniowego wypadu do Wąwozu Skaczącego Tygrysa), z naszą kondycją fizyczną słabiutko. Jedynie wysokości nam nie straszne, bo już kilka razy zaliczyliśmy klika tysięcy, choć nie na własnych nogach... No zobaczymy co z tego wyjdzie.

W Dumre musimy się pożegnać. Kasia jedzie do Pokhary, my przesiadamy się na autobus do Besisahar. (Panno Pieruń, następnym razem umawiamy się na dłuższe spotkanie!) Po dwóch godzinach jesteśmy na miejscu. Jak się okazuje to całkiem spora wioska. Jest nawet bankomat i kilka sklepów ze sprzętem turystycznym. Poza tym nuuuda! Najciekawszym miejscem jest chyba skrzyżowanie. Wypada akurat pod oknami naszego hostelu, więc czekając na kolację czy śniadanie obserwujemy kolejne ciężarówki, autobusy, samochody i motory... Mijając się na tej małej przestrzeni wykonują doprawdy przedziwne manewry.

Kładziemy się około 20.00. Chcemy jak najwcześniej przestawić się na wcześniejsze godziny zasypiania i wstawania. Brak prądu, totalna ciemność i absolutnie zerowa liczba atrakcji w wiosce bardzo nam to ułatwiają.

Trek wokół Annapurny uchodzi za jeden z najładniejszych na świecie. To taki klasyk trekowania. Ale wybraliśmy go też dlatego, że jest jednym z najłatwiejszych w Nepalu i jednym z najpopularniejszych. Tłumy turystów, przewodników i tragarzy na szlaku, które podobno mamy spotkać, dodają mi odwagi. Liczę na to, że jak coś nam się stanie to te tłumy nam pomogą. A dzięki budowanej drodze może pomoc w razie czego szybciej dotrze??? Zasypiamy podekscytowani tym co nas jutro czeka.