Tropienie goryli w Ugandzie

autor: Monika

data: 2018-02-13T07:49:41.609Z

Jak wygląda tropienie Goryli - nasza relacja

Wstajemy o 5:30 rano. Kilkanaście minut później jesteśmy już w drodze. Jest totalnie ciemno i zimno. Czeka nas około 40 minut jazdy po wertepach, pod górę. Nie jest daleko, ale to po czym jedziemy trudno nazwać drogą, więc nasza prędkość to może 15-20 kilometrów na godzinę.

Gdy dojeżdżamy na miejsce, zaczyna świtać. Razem z dwoma strażnikami uzbrojonymi tradycyjnie w kałasznikowy ruszamy przez busz, pod górę wulkanu (góra, na której żyją te goryle to wulkan). Strażnicy mniej więcej wiedzą, w którym kierunku iść, bo z gorylami cały czas jest tropiciel, który śledzi jak się przemieszczają.

Idziemy do miejsca gdzie wczoraj goryle zatrzymały się na nocleg. Jest wcześnie rano, goryle niedawno wstały i będą jeść, także nie zdążyły się jeszcze dużo przemieścić.

Najpierw czuć intensywny zapach - to odchody. Po tym wiadomo, że jest już niedaleko. Jeszcze chwila marszu i strażnik łapie na krótkofalówce tropiciela. Próbują się dogadać w którym kierunku mamy iść. Jeszcze trochę błota, gałęzi, jeszcze pod górę. I wtedy ryk. Wmurowuje nas w ziemię. Nic nie widzimy, ale krzyk goryla jest głośny jakby stał tuż obok.

To podobno najstarszy samiec w stadzie. Strażnicy zapewniają, że nic nam nie grozi. Po prostu wybieramy inną scieżkę, by koło niego nie przechodzić. Tłumaczą, że ten samiec jako jedyny z całej rodziny pamięta czasy kłusownictwa. Reszta przyszła na świat gdy goryle były już chronione i poznały tę lepszą stronę człowieka. Ufamy, ze strażnicy wiedzą co mówią i ze stukilowe zwierzę nie rzuci się żeby nas rozszarpać.

Jeszcze kilka minut przedzierania się przez krzaki i w końcu są! Cała rodzina goryli tuż przed naszymi oczami, dosłownie kilka metrów. Nie kryją się w krzakach, nie siedzą na drzewach, tylko leniwie zajadą gałązki na ziemi. Widzimy je tak dokładnie jak tylko można było sobie wymarzyć.

W miejscu, do którego przyjechaliśmy mieszka jedna rodzina goryli. Rodzina dość nietypowa, bo są w niej aż trzy silverbacki, czyli dojrzałe samce. Oprócz tego cztery samice i jedno dziecko – gorylek, który ma zaledwie trzy lata.

W pewnym momencie mały gorylek wskakuje na plecy matki a ona przechodzi z młodym kilkanaście centymetrów od nas. Czysta magia.

Wystarczyłoby wyciągnąć rękę żeby je dotknąć, pogłaskać. Oczywiście nie wolno tego robić, zresztą i tak stoję sparaliżowana strachem, że zaraz skoczy na nas samiec. Niby spokojnie je sobie gałązki i nie bardzo zwraca na nas uwagę, ale nie ma wątpliwości co mogłoby się stać, gdyby wyczuł zagrożenie.

Obserwujemy goryle przez kilkadziesiąt minut. Większość czasu stoimy właściwie w jednym miejscu, bo goryle spokojnie sobie jedzą i mało się ruszają. Gdy musimy zrobić jakiś ruch, robimy dokładnie to co każą nam strażnicy. Pokazują nam kiedy i gdzie możemy stawiać kroki, mówią kiedy możemy się ruszyć a kiedy nie. Nie zdarzyło się, żeby goryl zaatakował turystę, ale widząc takiego kolosa przed sobą jakoś nie kusi mnie żeby łamać zasady i nie słuchać strażników.

Strażnicy umieją wydawać kilkanaście różnych dźwięków, imitujących te wydawane przez goryle. Przez cały czas naszej wizyty „porozumiewają” się z gorylami. Chodzi o to, żeby goryle myślały, że jesteśmy jednymi z nich, żeby nie traktowały nas jak zagrożenie.

Po kilkudziesięciu minutach goryle ruszają w górę. Idziemy powoli za nimi. Mały gorylek podbiega ciągle do przodu, zaraz wraca, patrzy na nas, jakby sprawdzał czy z nimi idziemy. Po kilku minutach marszu goryle znów zatrzymują się na jedzenie. Większość z nich wspina się na drzewa i jest już trudniej je obserwować. Spędzamy z gorylami jeszcze kilkanaście minut i powoli zaczynamy wracać.

Gdzie można zobaczyć goryle górskie

Goryle górskie występują tylko w Afryce i tylko w dwóch regionach: masyw górski The Virunga oraz Bwindi Impenetrable Forest. Regiony te położone są w trzech krajach: Ugandzie, Rwandzie i Kongo.

Goryle żyją w rodzinach od kilkunastu do kilkudziesięciu osobników. Wszystkie rodziny, czyli wszystkie goryle są pod obserwacją strażników i naukowców. Nie wszystkie jednak są udomowione. Oznacza to, że turyści odwiedzają tylko wybrane konkretne rodziny.

Jak tłumaczył nasz tropiciel, proces oswajania rodziny goryli do ludzi trwa wiele lat i tylko niektóre rodziny ten proces przechodzą. Przykładowo w Rwandzie żyje 20 rodzin goryli a udomowionych, czyli takich, które nauczone są kontaktu z człowiekiem i które odwiedzają turyści, jest 10.

Jak wygląda wizyta u goryli

We wszystkich trzech krajach zasady tropienia goryli przez turystów są takie same:

Wszystko to, by zapewnić gorylom spokój, ale też chronić je przed ludzkimi chorobami. Goryle są tak blisko spokrewnione z człowiekiem, że bardzo łatwo łapią wszelkiego rodzaju infekcje od ludzi, ale niestety nie posiadają na nie odporności. Już zwykła infekcja mogłaby być dla nich śmiertelna.

Jak zaplanować wizytę u goryli i którą rodzinę goryli wybrać

Tropienie goryli to odwiedzenie konkretnej rodziny. Już w momencie zakupu pozwolenia decydujemy, którą rodzinę będziemy odwiedzać (lub decyduje o tym agencja, która organizuje wyjazd).

Informacje o tym wszystkim można znaleźć na oficjalnych stronach parków, a także różnych agencji. Na końcu tekstu znajdziecie kilka linków, które mogą pomóc w wyborze rodziny goryli.

Rodzina, którą my widzieliśmy to Nkuringo w Mgahinga National Park w Ugandzie. Jest to mało popularne miejsce na tropienie goryli. Z listy odwiedzających wynikało, że poprzedni turyści byli tu ponad tydzień przed nami. W innych, bardziej popularnych miejscach, odwiedzający są codzienne a wizytę trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Tutaj można właściwie przyjechać w ciemno. Wszystko dlatego, ze jeszcze do niedawana ta konkretna rodzina goryli żyła w Kongo. Granica między krajami jest bardzo blisko i goryle lubiły migrować. Od kilku lat jednak są na stałe po stronie ugandyjskiej.

Ile kosztuje wizyta u goryli i dlaczego tak dużo

Ceny aktualne: luty 2018

Cena pozwolenia nie odstrasza tak bardzo jak można byłoby się spodziewać. W wielu miejscach wizytę u goryli trzeba rezerwować na kilka tygodni wcześniej.

Astronomiczne kwoty nie biorą się jednak z kosmosu. Dochód ze sprzedaży pozwoleń pomaga pokryć koszty pracy strażników i tropicieli (osób, które spędzają z rodziną goryli cały dzień).

Niewielka część trafia także do lokalnej społeczności by wynagrodzić im konieczność przesiedlenia czy uczynić sprzedaż gorylątek nieopłacalną. Jak nam tłumaczył strażnik, tereny, gdzie żyją goryle były tradycyjnie wykorzystywane przez lokalne plemiona pod uprawę. Gdy zaczęto walczyć o przetrwanie goryli, plemiona te dostały nakaz opuszczenia zbocz gór i musiały zbudować swoje społeczności od nowa, w innym miejscu. Niestety często w tym innym miejscu nie mają możliwości uprawy ziemi i w dużym stopniu opierają się o pomoc finansową państwa.

Jak nam tłumaczono chodzi też o ograniczenie liczby turystów, aby zwierzętom zapewnić więcej spokoju. Trudno mi uwierzyć, że lokalne rządy faktycznie aż tak dbają o goryle. Trudno się jednak nie zgodzić, że gdyby cena była o połowę niższa, zainteresowanych byłoby zapewne kilka razy więcej. A co za tym idzie, większy zarobek.

Niezależnie od pobudek, polityka ta działa, bo gatunek się powoli odradza a kłusownictwo maleje.

Kilka faktów o gorylach górskich

Informacje o gorylach

Czy warto zobaczyć goryle

Jeszcze całkiem niedawno los tych zwierząt był mi całkiem obojętny, bo zupełnie nieznany. Wszystko zmieniło się po obejrzeniu kultowego już filmu "Goryle we mgle". Tak, to tylko film, wiele rzeczy mija się w nim z rzeczywistością, ale jednak daje do myślenia.

Gdy zaczęłam zgłębiać temat goryli, stało się jasne, że musimy je zobaczyć.

Zastanawialiśmy się nie dwa a dziesiątki razy czy jest sens wydawać tyle pieniędzy, czy nasz budżet to wytrzyma, czy nie lepiej przeznaczyć te pieniądze na coś innego.

Godzina, którą spędziliśmy z gorylami to najdroższa atrakcja w naszym podróżniczym życiu, ale też jedno z najniezwyklejszych przeżyć, jakiego mieliśmy szczęście doświadczyć.

Zdecydowanie warto!

To może Ci się spodobać

>>Trekking wokół Annapurny - to już inna kategoria doświadczenia, ale tak samo utkwiło nam w pamięci. >>Tutaj możecie przeczytać o naszej przygodzie z Himalajami: http://offthetrack.pl/blog-o-Nepalu-2012-trekking-wokol-annapurny

Przeżyliście coś podobnego?

Koniecznie dajcie nam znać co na Was zrobiło największe wrażenie w trakcie dotychczasowych podróży!