La Paz - miasto niezwykłe

autor: Monia

data: 2009-04-02T04:00:00.000Z

La Paz – przewodniki piszą, że to najwyżej na świecie położona stolica państwa. Że główny plac leży na wysokości 3.600m npm, lotnisko 4.000m npm, a przedmieścia na ponad 4.000 m npm...

A ja widzę, że w La Paz jest słonecznie, kolorowo, bajecznie, tęczowo i gwarno i męcząco i niesamowicie, jak nigdzie indziej, wyjątkowo…

Staruszki w przepastnych spódnicach, z kruczoczarnymi warkoczami po kolana, z tobołkami na plecach…

Albo…
Stragany, straganiki, kramy z pamiątkami, z gazetami, z butami, płaszczami, owocami, mięsem, tortami, zbożem, kukurydzą, narzędziami, kosmetykami…

Albo…
Fryzjer jeden za drugim jak ulica długa, potem optyk, pierwszy, drugi, dziesiąty i trzydziesty aż uliczka się nie skończy a na rogu… bułki. Takie zwykłe, jak u nas kajzerki, ale w tysiącach kształtów i w tysiącach sztuk. Babinki z tymi warkoczami do kolan stoją jedna koło drugiej, wszystkie mają to samo, wszystkie tak samo absurdalną ilość. I kupujesz 8 bułek za mniej niż złotówkę.

I jeszcze owoce…
Pomarańcze, banany, mango, papaja, limonki, cytryny, ananasy, brzoskwinie, granaty, a nawet jabłka i truskawki. A na każdym rogu niezwykły zestaw: najprostsza w świecie, ale jakże pomysłowa obieraczka do owoców i maszynka do wyciskania soku. Za 5 czy 6 boliviano czyli ok. 3 marne złocisze porządny litr świeżo wyciśniętego soku.

Ukoić pragnienie jugo de naranja w samym środku La Paz – bezcenne…;)

A po ciasnych, brukowanych uliczkach wspinają się albo wręcz przeciwnie, mkną w dół niezliczone taksówki, autobusy, minibusy, mikrobusy i wszystko co może przewozić ludzi. Taksówki trąbią gdy zbliżają się do skrzyżowania. Trąbią gdy widzą potencjalnego pasażera. Bez ogródek zatrzymują się na środku ciasnej uliczki by zabrać jednego czy dwóch turystów. Teraz trąbią już wszyscy taksówkarze z tyłu. Chcą wyminąć, ale nie mogą bo wciąż coś jedzie z naprzeciwka. Ci z naprzeciwka też trąbią. Bo chcą jak najszybciej wdrapać się na szczyt uliczki. Teraz gwizdek policjanta. Gwiżdże żeby jechać, na innych gwiżdże, żeby stać. Gwiżdże żeby piesi przeszli przez uliczkę. Same światła nie wystarczają. Musi być policjant i muszą być klaksony. Ten system działa niezawodnie. I jeszcze te autobusiki. Z krzyczącą głową wystawioną przez okno: Murijjo, Murijjo, Estudiante, Jarez!!! Nie wiesz w co wsiąść? Żaden problem, krzycząca głowa wszystko ci powie. I wcale nie musisz znać hiszpańskiego.

I tylko smród spalin przeszkadza w delektowaniu się niezwykłością tego miasta wyjątkowego, niepowtarzalnego. Aż żałuję, że nie można tam skoczyć tak po prostu na weekend, jak jeździ się do Pragi czy Lwowa.