Indie - co warto zobaczyć, czyli subiektywny ranking miejsc

autor: Monika

data: 2015-08-27T14:22:00.000Z

W Indiach spędziliśmy dwa miesiące. Kilka miejsc zrobiło na nas niesamowite wrażenie, inne były dość przeciętne, a jeszcze inne przede wszystkim męczące.

Indie

Poniżej znajdziecie listę wszystkich odwiedzonych przez nas miejsc z krótką, całkowicie subiektywną opinią, czy warto. Nie ma dłuższych opisów, bo te znajdziecie w relacjach - wystarczy kliknąć na nazwę i artykuł pojawi się w nowym okienku. Brakujące relacje pojawią się wkrótce.

Podajemy w kolejności od najciekawszego:

Amritsar – Totalnie magiczne miejsce, oczywiście mam na myśli świątynię, a nie miasto. Można w niej spędzić kilka dni po prostu siedząc w cieniu i obserwując. Choć daleko, warto. Po przekroczeniu bramy jest się jakby w innym świecie. Bardzo ciekawa jest też sama religia Sikhów.

Varanasi – Chyba trudno o bardziej rozpoznawalne miejsce w Indiach. Trochę nie po drodze, ale naprawdę warto zobaczyć na własne oczy o co chodzi. W sumie nigdzie w Indiach nie widzieliśmy czegoś podobnego. W Puszkarze i Riszikeszu też są ghaty, ale tam jest zupełnie inna atmosfera i jest to na mniejszą skalę.

Ajanta i Ellora – Koniecznie! Może to wpływ naczytania się wcześniej o tych jaskiniach, ale tam naprawdę jest magicznie.

Hampi – Backpackerze jeśli chcesz się polansować, to tutaj jest dobre miejsce. Ale nie zrozumcie mnie źle, poza hipsterskim klimatem miasteczka, okolica jest fenomenalna. Moim zdaniem punkt obowiązkowy.

Puszkar – Znany z jeziora, ghat i targu wielbłądów. Ten ostatni był powodem naszej wizyty. Bardzo klimatyczne miejsce, powiedziałabym nawet uspokajające. Ghaty mają zupełnie inny klimat niż te w Varanasi. Naprawdę można się wyciszyć i odpocząć od zgiełku Indii. Wizyta podczas targu jest jeszcze ciekawsza, ja nigdy wcześniej nie widziałam tylu wielbłądów na raz.

Goa (Palolem) – Doskonałe miejsce na odpoczynek. Serio, doskonałe. Za grosze wynajmujesz chatkę o kilkadziesiąt metrów od oceanu. Rano ćwiczysz jogę słuchając szumu fal, a po zmroku jesz kolację przy świecach ze świeżo złowionych ryb. Będziemy chcieli kiedyś to powtórzyć.

Kalkuta – Fajny backpackerski klimat, dużo pokolonialnych budynków, wiele ciekawych miejsc do zobaczenia, jak targ kwiatowy czy ludzkie mrówki na targu warzywnym. Warte spędzenia kilku dni. Niestety drogie noclegi, a standard bardzo niski.

Agra (Taj Mahal) – Urok tego miejsca przyćmiewa tłum turystów, ale pojechać do Indii i nie zobaczyć Taj Mahal? To trzeba być odważnym. Miejsce to na pewno nie zalicza się do top miejsc, które widziałam w życiu, ale jeśli jest się w okolicy to nie widzę powodu, żeby celowo omijać. Jedynie jeśli ktoś miałby rezygnować z wizyty na południu Indii i wybrać północ, tylko ze względu na Taj Mahal, to moim zdaniem nie warto.

Pokaz zamknięcia granicy indyjsko-pakistańskiej – Jeszcze nie opisaliśmy na blogu, ale jest to spektakl jakich mało. Będąc w Amritsarze, trzeba pojechać koniecznie. Tylko warto najpierw poczytać skąd się to wszystko wzięło, żeby rozumieć co się właściwie dzieje.

Allepey – Miejsce, do którego jeździ się popływać po tak zwanych backwaters, czyli systemie kanałów. Fajne doświadczenie jeśli bierze się małą łódkę i wpływa do wąskich kanałów. Zdecydowanie jedna z popularniejszych destynacji wśród samych Indusów.

Rishikesh – Bardzo turystyczna miejscowość, ciesząca się dużą popularnością wśród turystów z Zachodu, którzy chcą poćwiczyć jogę albo zamknąć się w aśramie. Przyjemne miejsce, ładnie położone wśród gór. Całkiem spokojne, można zapomnieć o tak charakterystycznym zgiełku Indii. Nie jest to jednak konieczny punkt na trasie, jeśli nie zamierza się zgłębiać tajemnic ajurwedy albo oddawać podobnym atrakcjom.

Mumbaj – Drogo, głośno i natrętnie. Z czystym sumieniem można ominąć, jeśli nie jest po drodze. Zainteresować może osoby lubiące kolonialne budynki. Podobno lektura „Shantaram” (autor: Gregory David Roberts) zmienia perspektywę, ale nie czytałam.

Munnar – Z tym miejscem mam problem, bo na zdjęciach wygląda ładnie, ale pamiętam, że bardzo nam się nie podobało. Plantacje herbaty bardzo malownicze, ale cała otoczka wokół niestety popsuła nam wrażenia.

Kochi – Właściwie nie wiem z czego znane jest to miasto. Charakterystyczne sieci rybackie to chyba jedyna atrakcja. Poza tym miejsce o dość zachodnim klimacie, z dużą ilością kawiarni i drogich restauracji. W sumie dobre na odpoczynek od zgiełku Indii.

Varkala – Po pobycie w Palolem na Goa ogromne rozczarowanie. Dużo drożej, dużo głośniej. Woda zimniejsza a plaża brzydsza, w dodatku pod klifem, także o domku na plaży można zapomnieć (chyba że o czymś nie wiemy). Za to spacerując po klifie można wypatrzeć delfiny.

Shimla – Dotarliśmy tam w ramach przejażdżki Toy Train i naszej miłości do pociągów, jednak zdecydowanie odradzam jako destynację samą w sobie. Porównałabym to Zakopanego.