Koniec

autor: Monia

data: 2013-01-01T02:26:49.000Z

Siedzimy w hostelu. Nuda. Nic nam się nie chce, nic nas nie interesuje. Dosyć mamy już zwiedzania, jeżdżenia, podziwiania. Totalne zobojętnienie. Czas wracać do Polski?

Za dużo, oj za dużo

Gdy prawie pół roku temu ruszaliśmy w drogę, plan był ambitny. Chiny, z południa na północ, potem tysiące kilometrów na zachód i znów na wschód. Co to dla nas! Indie męczące? To jedziemy! Od razu na dwa miesiące, przecież kraj trzeba poczuć. A takie duże Indie to nie na dwa tygodnie. Potem po kolei, Kambodża, Wietnam, Laos. Nic nie możemy odpuścić! Indonezja od Sumatry i Jawę, najlepiej przez wszystkie małe wysepki aż po Borneo…Mało? To jeszcze międzyczasie Birma i Bangladesz, a co!

Wszystko chcieliśmy zobaczyć. Najlepiej całą Azję na raz, już, szybko. Jakby za kilka lat miała zniknąć. Tu urocze miasteczko, tam świątynia, a tam, jedyne 800 kilometrów na południe ciekawe ruiny. Ciągle w drodze, niemal co dzień inne miasto, co noc inny hostel. Czasem nie byłam pewna gdzie jestem.

To nie ma sensu

W pewnym momencie cała ta podróż przestała nas bawić. Właściwie już w Chinach. Ale wtedy jeszcze myśleliśmy, że to kwestia kraju. Niełatwego dla zachodniego turysty. Odpoczęliśmy w Nepalu, robiąc trekking wokół Annapurnyi do Indii przyjechaliśmy pełni ciekawości. Gotowi chłonąć ten kraj wszystkimi zmysłami. No i się ulało, mówiąc wprost.

Miejsca, które miały zachwycać okazały się całkiem przeciętne, to co miało szokować, jest normalne, to co miało poruszać jest nijakie. I znów, szukając czegoś wyjątkowego, jeździliśmy od jednej atrakcji do drugiej. Coraz więcej miejsc, coraz więcej rozczarowań i frustracji.

Jak żyć?

W końcu popijając w Kochi mrożoną herbatę doszliśmy do wniosku, że tak dłużej być nie może. Nie po to przez trzy lata oszczędzaliśmy, żeby teraz wszystko wydać na trzeciorzędne atrakcje. Mamy czas, całkiem sporo pieniędzy i pustkę w głowie, co robić. Podróżować dalej, zgodnie z początkowym planem? Finansowo pewnie dałoby radę. Ale w naszym odczuciu byłoby to marnowanie i czasu i pieniędzy. Wracać do Polski? Zimno, ciemno, daleko. Z drugiej strony mamy sporo oszczędności, wystarczyłoby na życie w Warszawie do czasu znalezienia pracy. No i stęskniliśmy się już trochę za starymi kątami... No i opcja trzecia, znaleźć sposób na inne podróżowanie. Wbrew pozorom wcale ich nie mało i od ręki mamy kilka pomysłów. Ale wszystko co nam przychodzi do głowy to zupełnie inna materia, coś czego nigdy wcześniej nie robiliśmy.

No i co tu teraz w tym 2013 roku ze sobą zrobić?