Na początek Varanasi

autor: Monia

data: 2012-11-18T14:53:11.000Z

Miało być szokująco, brudno i śmierdząco. Taki obraz Indii wyrobił się w naszych głowach przez lata. Tymczasem jest trochę brudno, baaardzo śmierdząco, ale zupełnie normalnie. Może cztery miesiące w podróży przyzwyczaiły nas już do pewnych obrazków. Może mamy wyższy poziom tolerancji na azjatycką codzienność. A może to kojący wpływ świętej rzeki Ganges?

Swoją przygodę z Indiami zaczynamy w Varanasi, jednym z najważniejszych miast Hindusów. Każdego roku miliony wiernych przybywają tu by odbyć rytualną kąpiel w świętej rzece Ganges. Także tu przeprowadzone są kremacje zwłok, a prochy wsypywane do wody. Trochę obawiamy się tej pierwszej wizyty nad rzeką, ale ciekawi sławnych ghat (schody schodzące prosto do wody), pierwsze kroki kierujemy właśnie tam. I... jest zaskakująco spokojnie.

Wielkie pranie

Spodziewaliśmy się wielkiego tłumu, zgiełku, hałasu. Tymczasem pierwsze wrażenie jest zupełnie odwrotne. Z ruchliwej i zatłoczonej ulicy trafiamy w miejsce ciche i spokojnie. Większość ghat jest niemal pusta, a niektóre zamieniły się w ogromne pralnie.

Z brzegu wystają nawet specjalne betonowe podesty, o które uderza się ubraniem. Mokre rzeczy suszą się potem w popołudniowym słońcu, rozwieszone na sznurkach, rozłożone wprost na ziemi czy schodach.

Poranna kąpiel

Następnego dnia wstajemy wcześnie rano, jeszcze przed wschodem słońca. Chcemy podejrzeć miejscowych podczas porannej kąpieli. Trzykrotne zanurzenie poprzedzone modlitwą ma obmyć z grzechów. Wielu mieszkańców przychodzi tu codziennie, przed swymi zwykłymi obowiązkami.

Woda w Gangesie jest chyba chłodna, bo kobiety i dzieci wchodzą bardzo ostrożnie, trzymając się za ręce i wzajemnie zachęcając. Mężczyźni zdecydowanie odważniej, wchodzą dziarskim krokiem, niektórzy skaczą z podestów albo rzucają się na wodę. Więcej tu śmiechu i zabawy niż patetycznej duchowości, ale taki właśnie jest Hinduizm.

Dym i popiół

Podczas jednego ze spacerów odwiedzamy ghaty kremacyjne. To miejsca, w których palone są zwłoki zmarłych. Wokół poukładane są stosy drewna, różnego rodzaju, które używa się do palenia zwłok. Oczywiście każdy rodzaj drewna ma swoją cenę i sztuką jest wyważyć akurat tyle, by idealnie starczyło na spalenie całego ciała. W tym miejscu spotykamy jednak więcej turystów niż miejscowych. Trudno mówić tu o jakiś duchowych przeżyciach. Zwłoki palone są kolejno, bez żadnych ceremonii czy uroczystości. Właściwie gdyby nie ogromne palenisko z unoszącym się dymem trudno byłoby się domyślić co tu się dzieje.

Wieczorem nad rzeką

Najpopularniejsza i najruchliwsza jest chyba ghata Dasaswemedh. Tu przez cały dzień można spotkać hindusów biorących rytualną kąpiel czy po prostu myjących się w rzece. Obok ktoś coś pierze, dalej można się ostrzyc i ogolić albo przysiąść na rozmowę z miejscowym braminem.

Wieczorem odbywa się tu uroczysta puja. Kilku kapłanów w odświętnych strojach staje przy małych ołtarzykach. Biorąc do ręki kolejne akcesoria, jak świeczniki czy kadzielnie, wykonują szereg synchronicznych ruchów. Bardziej jak taniec niż modlitwa. Najpierw w stronę wody, potem na lewo, na prawo i w stronę ghat. Przez cały czas dzwonią dzwonki, poruszane sznurkami przez wiernych. Całość trwa około pół godziny, po czym wielu Hindusów jeszcze puszcza na wodę własne świeczki z kwiatami.

Światełka na wodzie

W Varanasi spędzamy kilka dni. Czekamy na Diwali, jedno z najważniejszych hinduskich świąt. Już od przyjazdu widzimy wielkie przygotowania. Domy i inne budynki przystrajane są kolorowymi światełkami, a na ulicach coraz słychać huk petard. Świątynie odmalowywane są na nowo i nabierają intensywnych kolorów. Zupełnie jakby ktoś połączył Boże Narodzenie z Sylwestrem.

Diwali, święto światła, trwa pięć dni, ale najważniejszy jest dzień trzeci. Dlatego tego dnia jeszcze przed szóstą rano, zanim nad Gangesem pojawi się słońce, idziemy nad rzekę. Oświetlone przymglonym światłem, z dziesiątkami łódek i wschodzącym słońcem wygląda niezwykle.

Dziś ghaty są pełne wiernych. Jedni biorą rytualną kąpiel, inni puszczają świeczki na wodzie, ktoś pierze, ktoś inny się myje. Myślałam, że ghaty wyglądają tak każdego dnia...

Informacje praktyczne

Nocleg

Naszym zdaniem najlepiej zatrzymać się nad ghatami, w hostelu z widokiem na rzekę. Wcześniejsze rezerwacje nie są raczej potrzebne, bo miejsc noclegowych jest mnóstwo. Po przyjeździe do miasta można wziąć tuk – tuka i poprosić o zawiezienie do ghaty Dasaswemedh. Ulica o tej samej nazwie dochodzi do samej ghaty, także tuk – tuk podwiezie nas prawie pod schody. Trzeba zejść na ghaty i idąc wzdłuż rzeki wybrać hostel, który nam najbardziej pasuje.