Nudno, nic się nie dzieje

autor: Monika

data: null

Znowu chora. Już drugi raz w tym miesiącu. Nie wiem czy to londyńska pogoda, niedogrzane biuro czy po prostu reakcja organizmu na znienawidzoną pracę. Tak czy owak siedzę w domu.

W sumie nie tak źle się złożyło. Dziś nasza ostatnia noc w obecnym mieszkaniu. Między drzemkami i lekami szoruję szafki i płytki. Wolno mi idzie, bo muszę robić przerwy na smarkanie i jedno oko mi ciągle łzawi.

W niedzielę wywieźliśmy większość rzeczy na przechowanie do magazynu. Jutro przenosimy się do znajomego, który akurat ma wolny pokój. Musimy się wynieść z tego mieszkania, bo agencja znalazła już kogoś na nasze miejsce. No a na nasze docelowe mieszkanie musimy jeszcze zaczekać.

Za oknem dziś na przemian piękne słońce i grad. Międzyczasie skoczyłam do sklepu po kawę. W domu mam tylko ziarna, a ekspres już w magazynie. Jakiś Hindus chciał mnie przejechać na czerwonym. Jego czerwonym, moim zielonym. Nic nowego, taka dzielnica.

A w piątek po pracy lecimy na trzy dni do Warszawy. Cieszę się z tego powodu jakbym leciała co najmniej na safari do Afryki albo trekking w Patagonii albo roadtrip po USA. Kebab z budki przy metrze Świętokrzyska już wpisany na listę „to do”.

Poza tym zostaliśmy z jednym laptopem, bo komputer też już w przechowalni. No i jak było mało wpisów na blogu, to teraz będzie jeszcze mniej.