Kilka rzeczy, których nie zdążyliśmy zrobić tego lata

autor: Monia

data: null

1. Zrobić piknik na Greenwich

To miejsce aż się prosi o piknik. No zobaczcie sami. Zieloniutka trawka, piękna panorama Londynu, ogromna przestrzeń, nawet kilka drzew dla cienia się znajdzie. Nic tylko zabrać koc, kilka przekąsek, dobrą książkę i spędzić tam całą niedzielę. Byliśmy tam w te wakacje kilka razy, czasem po pracy, bo od nas nie daleko, czasem w weekend, oprowadzić odwiedzających nas gości. Ale jakoś nigdy nie udało się wygospodarować całego dnia na błogie lenistwo. A teraz to już za zimno. Uwierzcie mi, tam naprawdę potrafi powiać. Gdyby ktoś chciał się jednak wybrać, to uprzedzam, że park jest otwarty do godziny 21.00 w lecie, zimą krócej.

2. Obejrzeć film w kinie pod chmurką

foto z www.onefromthevaults.co.uk

Przez całe lato w kilku miejscach Londynu działały (a nawet nadal działają) kina pod gołym niebem. Oczami wyobraźni już widziałam siebie na tych leżaczkach, z piwkiem, oglądającą jakiś klasyk typu Pulp Fiction czy Casablanca. Szał, nieprawdaż? Prawie. Bo żeby był szał to musi być ciepło!!! A takich ciepłych wieczorów to wcale dużo nie mieliśmy. Najlepiej byłoby nie kupować biletu z wyprzedzeniem, tylko decydować dopiero tego samego dnia, wiedząc jaka jest pogoda. Ale to nie takie proste, bo okazuje się, że mimo niepewnej pogody seanse pod chmurką cieszą się ogromną popularnością i bilety rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Po drugie taka przyjemność wcale nie jest tania. Bilet kosztuje ok £15, czyli tyle, ile płacimy średnio za bilety do opery.

Kin pod chmurką jest kilka, ale to wygląda naprawdę fajnie: www.rooftopfilmclub.com

3. Dostać się na Proms

foto z www.timsmithies.com

Proms to największy na świecie festiwal muzyki klasycznej, trwający osiem tygodni, z koncertami w przeróżnych miejscach Londynu, głównie w Royall Albert Hall. Nuda? Wcale nie, bo jak się okazuje Brytyjczycy do worka z napisem „muzyka klasyczna” wrzucają też jazz, pop, blues i generalnie wszystko. To nie tylko koncerty w tradycyjnym tego słowa rozumieniu, ale też przeróżne wydarzenia w przestrzeni publicznej, jak na przykład pokazy filmowe z muzyką na żywo.

Festiwal istnieje od 1895 roku (sic!) i odbywa się każdego roku od połowy lipca do połowy września. Chyba nie muszę dodawać, że bilety są dość drogie a i tak rozchodzą się w mgnieniu oka. Podobno jest też pula biletów za £5, na miejsca stojące i podobno jest tam niezła zabawa. Spróbuję za rok i dam znać!

Strona festiwalu: www.bbc.co.uk

4. Wykąpać się w morzu

foto z homepad.wordpress.com

A gdzie Wy tam w Londynie macie morze? Hmm, w Londynie nie, ale godzina pociągiem i jesteśmy w ichniejszym Sopocie, czyli Brighton. Szczerze mówiąc znam tylko ze słyszenia. Moi Brytyjscy znajomi zawsze polecają to miejsce gdy pytam o krótką wycieczkę z Londynu. Podobno nawet mają tam molo, takie jak w Sopocie! Plaża z tego co wiem jest kamienista, a nie taka piękna z białym piaskiem jak nad Bałtykiem, ale w słuchaniu szumu fal to nie przeszkadza.

Dojazd z Londynu kolejami Southern Railway: www.southernrailway.com. Bilet w dwie strony kosztuje około £20. Czas przejazdu od 1h do 1,30h.

5. Zobaczyć Wimbledon (prawie) na żywo

foto z lifeasthewife.co.uk

Nie jestem wielką fanką sportu, ale gdyby Radwańska albo Janukowicz doszli do finału, to nawet ja bym wysiedziała te kilka godzin! O ile to, że Radwańska w końcu kiedyś wygra Wimbledon jest możliwe, to już dostanie biletów na to wydarzenie raczej graniczy z cudem. Mówię oczywiście o biletach w przyzwoitej cenie. Chętnych jest tak dużo, że bilety są losowane. Oczywiście jest też pewna pula do kupienia od ręki, jeśli akurat macie wolnych kilkaset (kilka tysięcy) funtów.

Zatem alternatywą dla takich szarych zjadaczy chleba jak my jest piknik pod stadionem. Czyli trawka, kocyk, miejsce z widokiem na telebim, a wszystko za darmo i tylko trzeba trzymać kciuki za ładną pogodę i być bardzo wcześnie, żeby zająć dobre miejsce. Za rok idziemy na pewno!

Aham, gdyby ktoś chciał się zapisać na losowanie biletów to można tutaj: www.wimbledon.com