Londyn mnie wkurza

autor: Monika

data: null

Czasami Londyn wkurza mnie tak bardzo, że chcę wrócić do Polski. Wrócić od razu, najlepiej już dziś.

I dziś właśnie Londyn wkurzył mnie tak po raz kolejny.

Wizyta u optyka, chcę zrobić okulary przeciwsłoneczne ze szkłami korekcyjnymi. Normalna sprawa, w Polsce robiłam już kilka razy. Ale mam dużą wadę wzroku, moje szkła są grube i nie każde oprawki się nadają. Pytam więc z których oprawek mogę wybierać. Ze wszystkich. To wybieram. Nie jest łatwo, bo ja wybredna jestem (a raczej marudna, jak twierdzą niektórzy), ale moje prawo. Wybieram, wybieram i po godzinie w końcu mam. Pani obsługująca znika gdzieś z tymi oprawkami na kilkanaście minut, wraca, klika coś w komputerze i orzeka: tych oprawek nie da się zrobić bo moje szkła są za grube…

Historia starsza. Zakładam konto w banku. Po wypełnieniu aplikacji on-line (co zajęło mi ze 30 minut jak nie dłużej), dostaję zaproszenie na spotkanie w oddziale banku. Na za tydzień, bo szybciej nie ma. Siedzę tam z godzinę, podpisuję tysiąc papierów, jakiś Hindus znika z moim paszportem na pół godziny, już oczami wyobraźni widzę całą jego rodzinę wjeżdżającą na moich dokumentach. Nieważne, konto założone. Dostaję kartę płatniczą, chcę wypłacić pieniądze z bankomatu. Nie da się. Chcę zrobić przelew online. Nie da się. Chcę zlecić przelew przez telefon. Nie da się. Dlaczego? Bo trzeba było uaktywnić te opcje gdy zakładałam konto. Ale pan Hindus obsługujący jakoś nie uważał za słuszne mi o tym powiedzieć…

Historia sprzed czasu jakiegoś. Zamawiamy jedzenie z dostawą do domu, bo nam się wychodzić nie chce. Zamówienie złożone, dostawca w drodze. Długo go nie ma, w końcu dzwoni, że nie może znaleźć adresu. Dogadać się nie idzie, bo ani ja nie rozumiem jego, ani on mnie. Koleś gada coś w Punjabi albo innym Urdu, chyba do siebie, bo przecież nie do mnie. Rozłącza się, dzwoni jeszcze raz, nie wiem, może myślał, że jakiegoś Hindusa mu znajdę, który się z nim dogada… W końcu wściekły krzyczy na mnie (nagle umie po angielsku), że on nie ma gdzie zaparkować skutera, i mam po to zamówienie sobie przyjść…

Jak nie Tesco, które zamiast mleka odtłuszczonego przywozi 12 kartonów pełnotłustego, to autobus, który spóźnia się pól godziny a po dwóch przystankach skraca trasę albo lekarz, który zgubił wyniki badań, ale coś mu się kojarzy, że wszystko było tam w porządku…

Zawsze coś, zawsze kurna coś!

Czy to wszędzie tak jest czy to tylko w Londynie?

Londyn