Numer dwa

autor: Monika

data: null

Narodziło się dziecko królewskie numer dwa, wybory wygrała po raz drugi Partia Konserwatywna, a w Warszawie już jest i działa druga linia metra.

Wszyscy się ekscytują wyborami, bo Torysi (tak nazywa się tutaj Partę Konserwatywną) zdobyli miażdżącą przewagę i będą rządzić drugą kadencję. Liderzy głównych opozycyjnych partii zrezygnowali ze stanowisk w niecałą godzinę po ogłoszeniu wyników. Generalnie szloch i łzy wśród zwolenników Partii Pracy (Labour Party), nie mówiąc o Liberalnych Demokratach, którzy zdobyli tylko osiem miejsc, mając w poprzedniej kadencji 57 (na 650 możliwych…). UKIP, skrajnie nacjonalistyczna partia dążąca do wyrzucenia wszystkich imigrantów, głównie tych z Europy Wschodniej (czyli nas) zdobyła 1 miejsce.

Nie wiem co wygrana konserwatystów oznacza dla przeciętnego Brytyjczyka, bo gdy zapytałam znajomych w pracy, to nie byli w stanie wskazać na żadne istotne różnice między partiami. Czyli zupełnie jak w Polsce. Wszyscy się ekscytują, a i tak nie ma to większego znaczenia.

Dla jasności, my jako nie-obywatele, głosować w wyborach brytyjskich nie możemy. Przy okazji ze wstydem i bez bicia przyznaję, że przegapiłam rejestrację do naszych wyborów prezydenckich. A jak się okazuje, dodatkowy głos Bronkowi by się przydał.

Wybory przyćmiły inne doniosłe wydarzenie, czyli narodziny księżniczki Charlotte, które wypadły na bank holiday. To taki dzień ustawowo wolny od pracy, z okazji nie wiem jakiej. Takich dni mamy w roku łącznie 8, włączając Boże Narodzenie i Wielkanoc.

Mam teorię, że poród, czy też ogłoszenie narodzin, celowo wybrano na bank holiday. Ale są też plotki, że to w ogóle nie księżna Kate była w ciąży. Tylko ktoś za nią. Grunt to być na bieżąco w królewskich tematach.

Przedłużony weekend wykorzystaliśmy na wizytę w Warszawie. Nie pytajcie co zwiedzaliśmy, bo głównie bary i restauracje. Ale zaległości towarzyskie nadrobione, fakty i plotki przyswojone. Przez chwilę czuliśmy się jak dawniej. Ale już wcale nie tak bardzo „w domu”. Bez tego uczucia „wróćmy, wróćmy”, które towarzyszyło nam podczas poprzedniej, styczniowej wizyty. Nie wiem co o tym myśleć. Z ciekawością będę obserwować w którą stronę pójdzie ta nasza tęsknota za krajem.

Kolejne bank holiday już 25 maja, co zamierzamy wykorzystać na kolejną wizytę w Polsce, tym razem w moim rodzinnym Lubartowie.

A dom chwilowo mamy u kolegi. W sumie bez większej różnicy, tylko widok z salonu trochę nam się zmienił.

Londyn, Canary Wharf