Relacje z Peru

Przygotowania czas zacząć

Przygotowania czas zacząć

Za oknem śnieg. Głównie leży, ale też roztapia się i pada nowy. I tak w kółko. Raz zimno, raz cieplej, ale generalnie poniżej uznawanej przeze mnie normy. Zatem najwyższa pora zacząć przygotowania do wyjazdu. Za trzy tygodnie, 7 marca ruszamy na podbój Ameryki Południowej, a dokładniej Peru i Boliwii, a jak starczy czasu i pieniędzy to jeszcze Chile i Argentyny.
Ruszamy!!!

Ruszamy!!!

6.40 pobudka, szybkie śniadanie, ostatnie rzeczy do plecaka, jeszcze coś trzeba wydrukować, komputer nie chce się oczywiście włączyć...i ruszamy :)
Madryt

Madryt

Nie ma polskich znakow, wiec bedzie bez polskich znakow - jak wrocimy to poprawimy :P
Barajas czyli lotniska w Madrycie zwiedzanie

Barajas czyli lotniska w Madrycie zwiedzanie

Opuszczenie Madrytu okazalo sie trudniejsze niz przypuszczalismy. Nie dosc ze terminali jest 4 a nie jeden jak w Warszawie, to w dodatku terminal 4, czyli ten, z ktorego lecimy do Limy, znajduje sie 2 stacje metra czy tez 10 minut drogi autobusem od pozostalych (tak, tak, w Madrycie na lotnisko dojezdza metro). Potem, po nadaniu bagazu jest jeszcze jedna wycieczka, tym razem do bramek, czyli kolejne 20 minut podrozy kolejka...
Lima - Pierwsze chwile

Lima - Pierwsze chwile

Pierwsze wrażenia z pobytu nad terytorium Peru: niesamowite widoki Andów z poziomu 11.000 m npm. Gdyby jeszcze nie te ilości chmur...
Pisco, Półwysep Paracas i  Islas Ballestas

Pisco, Półwysep Paracas i Islas Ballestas

Wieczorem docieramy do Pisco, miasta niemal totalnie zniszczonego przez trzęsienie ziemi w 2007 roku. Nie dojeżdżają tu autobusy, wysiada się więc przy Panamericanie i dalej już po wertepach do miasteczka dowożą colectivo, czyli współdzielone taksówki. Kosztuje to śmieszne pieniądze, bo 5 soli (niewiele ponad 5 złotych) za naszą trójkę. Ciekawe, że oprócz kierowcy jadą z nami jeszcze dwie osoby, bynajmniej nie turyści. To oczywiście naganiacze, którzy przez całą drogę pokazują nam zdjęcia z Islas Ballestas, Półwyspu Paracas i innych okolicznych atrakcji, próbując nas namówić na wykupienie wycieczki. Słuchamy uważnie, bo warto poznać panujące stawki a i może dowiemy się jeszcze o jakimś ciekawym miejscu w okolicy.
Białe miasto, czyli Arequipa

Białe miasto, czyli Arequipa

Z Nazca do Arequipy mieliśmy ruszyć o 21.30. Ok. 21.00 przyszliśmy pod biuro naszego przewoźnika zabrać bagaż, przepakować się nieco i czekać. W wielu miastach w Peru nie ma czegoś takiego jak nasze dworce PKS czy PKP, gdzie w lepszych lub gorszych warunkach można zaczekać na swój pociąg lub autobus. Tutaj jest kilkunastu, czasami kilkudziesięciu prywatnych przewoźników i każdy ma swoje biuro i terminal gdzie indziej. Może to być duża hala albo tez klitka 5 na 5 mkw. Jak dobrze pójdzie, to większość firm ma swoje biura na sąsiednich ulicach i nie trzeba biegać po całym mieście żeby znaleźć dobry autobus.
Iquitos - dotarliśmy!!!

Iquitos - dotarliśmy!!!

Ponad 21 godzin w autobusie z Cuzco do Limy, 2 godziny przerwy w Limie, kolejne 24 godziny w autobusie z Limy do Pucallpy, ulewa, hostel z grzybem na ścianach i smrodem pleśni i w końcu statek do Iquitos.
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej

No i koniec. Po kilkunastu godzinach lotu i dwóch przesiadkach jesteśmy już w Polsce.
Kuelap - z wizytą u wojowników chmur

Kuelap - z wizytą u wojowników chmur

Ok. 900 r. naszej ery, na kilka wieków przed hiszpańską konkwistą i na długo przed pojawieniem się Inków, północne tereny dzisiejszego Peru zamieszkiwał andyjski lud – Chachapoyas. Zwani także „wojownikami chmur”, na szczycie gór, w obronie przed ludem Huari, wznieśli potężną twierdzę - Kuelap.
Dostać się do Machu Picchu

Dostać się do Machu Picchu

Z Cuzco do Machu Picchu można dostać się na kilka sposobów. Przewodniki rozpisują się o tym długo i szeroko także nie będziemy kopiować lonely planet czy footprinta. Grunt, że my wybraliśmy jedną z najbardziej komercyjnych, najdroższych i najmniej ciekawych opcji. Dlaczego? Czas, niestety czas nas gonił…
Z Iquitos do Chachapoyas

Z Iquitos do Chachapoyas

O 18.50 wylatujemy z Iquitos do Tarapoto. Niecałe 40 minut lotu i jesteśmy na miejscu. Potem jeszcze kilkunastominutowa podróż motorikszą do centrum, szybkie szukanie jakiegoś miejsca do spania i lądujemy w trzygwiazdkowym Hotelu Pacyfic – jedno z najbardziej luksusowych miejsc w jakim przyszło nam spać podczas tej podróży. Wszystko nowiutkie, pachnące i lśniące od czystości. A pod prysznicem gorąca woda. Pierwsza porządna kąpiel od wielu dni…. No bo nie można nazwać kąpielą szybkiego prysznica z ledwo cieknącą z kranu letnią wodą. Mamy na sobie chyba jeszcze bród z Rurrenabaque.
Oaza Huacachina

Oaza Huacachina

Dawno, dawno temu, gdy piękna księżniczka brała kąpiel, nagle pojawił się młody myśliwy. Wystraszona zerwała się do ucieczki, zostawiając banię z wodą. Biegnąc porzuciła także płaszcz. Z jego fałd zrodziły się niezwykłe piaszczyste wydmy, a bania z wodą przemieniła się w lagunę. Tak powstała malownicza oaza Huacachina, w której tajemnicza księżniczka mieszka do dziś w postaci syrenki.
Lima – trochę inne zwiedzanie stolicy

Lima – trochę inne zwiedzanie stolicy

Jeszcze przed przylotem do Ameryki Południowej planowaliśmy spędzić w Limie najwyżej 2 dni. Niestety przez zagubiony bagaż musieliśmy zostać nieco dłużej, mimo, że sam plecak odnalazł się już drugiego dnia. Brakowało w nim jednak ładowarki do aparatu. A bez tego ani rusz. Niemal cały dzień spędziliśmy więc na poszukiwaniu ładowarki. Oczywiście nigdzie nie dało się kupić oryginalnej, więc ostatecznie kupiliśmy jakąś podróbkę. Ale to jeszcze nie koniec, o nie! Dosłownie w tej sekundzie jak podłączyliśmy ją do gniazdka, w całym hostelu strzeliły korki. I oczywiście nasza świeżo zakupiona ładowarka przestała działać…
Linie Nazca

Linie Nazca

Po jednym dniu w miarę normalnego samopoczucia znów dokucza mi żołądek, do tego katar i ogólnie objawy jak przy grypie, a czeka nas podroż awionetką nad liniami Nazca. Ledwo mam siłę się ruszać i w ogóle nie mam siły nic mówić, w dodatku łapie mnie chyba gorączka. Zostaję więc z bagażami, gdy chłopaki targują lot. Mi jest już wszystko jedno za ile polecimy. Łapią mnie dreszcze, przysypiam, w dodatku jestem strasznie głodna, bo przed lotem lepiej nic nie jeść.
Na drodze do Chivay

Na drodze do Chivay

Do Chivay z Arequipy ruszamy ok. 14.00. Czeka nas ponad 3 godziny drogi. Amatorom kładów zdecydowanie polecam taką przejażdżkę. Za jedyne 12 soli, czyli ok 13-14 złotych można się nieźle wytelepać na peruwiańskich wertepach. I choć droga nie jest przyjemna, widoki powalają.
Cruz del condor, czyli kondorów kilka w Colca

Cruz del condor, czyli kondorów kilka w Colca

Rano po śniadaniu idziemy szukać transportu do osławionego Cruz del Condor, czyli punktu widokowego w Kanionie Colca, do którego zjeżdżają się turyści, żeby podziwiać kondory unoszące się każdego ranka na prądach wznoszących. Pierwsza opcja, taxi, odstrasza ceną – 100 soli, udaje nam się stargować tylko do 70 - ostatecznie rezygnujemy. Idziemy na autobus, który odjeżdża o 7.30, koszt - 3sole, czas podroży- 1.5h, widoki – niesamowite.
Budżet

Budżet

Na 50-dniową podroż po Peru, Boliwii i Chile wydaliśmy ok. 11 000 złotych na osobę. Kwota ta zawiera absolutnie wszystkie nasze wydatki (łącznie z przelotami). Warto dodać, że nasza podróż wypadła na sam środek światowego kryzysu, dzięki czemu dolara kupowaliśmy po 3,70 zł...
Plan podróży

Plan podróży

Dzień po dniu, czyli gdzie i kiedy byliśmy w podróży po Ameryce Południowej
Peru - południe

Peru - południe

Zdjęcia z Peru - południe
Peru - północ

Peru - północ

Zdjęcia z Peru - północ