Lima – trochę inne zwiedzanie stolicy

autor: Monia

data: 2009-03-12T14:53:25.000Z

Jeszcze przed przylotem do Ameryki Południowej planowaliśmy spędzić w Limie najwyżej 2 dni. Niestety przez zagubiony bagaż musieliśmy zostać nieco dłużej, mimo, że sam plecak odnalazł się już drugiego dnia. Brakowało w nim jednak ładowarki do aparatu. A bez tego ani rusz. Niemal cały dzień spędziliśmy więc na poszukiwaniu ładowarki. Oczywiście nigdzie nie dało się kupić oryginalnej, więc ostatecznie kupiliśmy jakąś podróbkę. Ale to jeszcze nie koniec, o nie! Dosłownie w tej sekundzie jak podłączyliśmy ją do gniazdka, w całym hostelu strzeliły korki. I oczywiście nasza świeżo zakupiona ładowarka przestała działać…

Kolejnego dnia wyruszyliśmy zatem na kolejne poszukiwania. Na szczęście okazało się, że spalił się tylko zasilacz. Nie można było jednak kupić zasilacza z jedną końcówką i w ten oto sposób zostaliśmy szczęśliwymi posiadaczami ładowarki uniwersalnej ze wszystkimi chyba końcówkami świata. Ta cała przyjemność kosztowała nas dobre kilkaset soli. Jak się później okazało to nie był koniec przygód ze sprzętem foto. Bateryjka jednak nie polubiła się z podrabianą ładowarką i odmówiła posłuszeństwa. Musieliśmy więc szukać nowej baterii, co było jeszcze trudniejsze niż szukanie ładowarki. Nie wspomnę też o przelotce do gniazdka, bo ładowarka miała końcówkę peruwiańską, a w Chile gniazdka są dla odmiany takie jak u nas….A wystarczyłoby, żeby Nikon miał jakiś sklep w stolicy Peru…

Tym oto sposobem zwiedziliśmy niezły kawałek Limy, tylko tej trochę innej Limy. Na szczęście stolica Peru, jak zresztą większość miast gdzie byliśmy, posiada bardzo dobrą komunikacją miejską, z której korzysta się z przyjemnością :), a ludzie tutaj są bardzo pozytywnie nastawieni i pomocni. Braki w języku hiszpańskim można nadrobić migowym.

To tyle wrażeń z Limy. Wrażeń trochę innych niż planowaliśmy, a teraz pora wyruszyć na południe, do Pisco :)

Ps. 1 Słońca w południe trzeba tutaj szukać na północy :P

Ps. 2 Zapraszamy na nowa porcje zdjęć :D