Dlaczego nie jeździliśmy na słoniach w Tajlandii

autor: Monia

data: 2013-02-28T11:29:02.000Z

WWF zbiera właśnie podpisy pod petycją do premier Tajlandii o wprowadzenie w tym kraju całkowitego zakazu handlu kością słoniową. W Tajlandii bowiem dopuszcza się do obrotu kość pozyskaną z żyjących tu słoni. To zaś otwiera całą masę możliwości do czarnorynkowych interesów i powoduje, że Tajlandia jest światowym liderem w nielegalnym handlu kością pochodzącą z Afryki. Nie trzeba chyba dodawać, że oznacza to śmierć dla tysięcy afrykańskich słoni każdego roku.

Zazwyczaj ostrożnie podchodzę do działań tego typu organizacji i wolę polecać rzeczy przeze mnie w jakiś sposób sprawdzone. Nie wiem czy taka petycja może coś zmienić, czy to jest w ogóle dobry kierunek zmian, ale podpis nic nie kosztuje, więc może warto? Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat, a może nawet chcielibyście podpisać petycję to można to zrobić po kliknięciu tutaj

Sprawa ta zwróciła moją uwagę, bo jesteśmy akurat w Tajlandii i widzę, że sytuacja miejscowych słoni też nie wygląda dobrze. Zaraz po przyjeździe rzuciła nam się w oczy ogromna ilość wszelkiego rodzaju prywatnych ośrodków dla słoni. Na każdym kroku reklamują się kolejni właściciele oferując turystom wszelkie słoniowe atrakcje, od jednodniowych wizyt w obozie po wielodniowe trekkingi. Przejażdżka na słoniu, kąpiel, karmienie, pokaz malowania trąbą to tylko kilka pierwszych z brzegu atrakcji. Nie muszę chyba dodawać, że cieszą się one niezwykłą popularnością, no bo w końcu czy jest ktoś, kto nie lubi słoni?

Oczywiście chcieliśmy zobaczyć słonie, najchętniej w naturalnym środowisku, szczególnie, że nasze poszukiwania w Indiach były mało owocne. Żadna z tajskich ofert nas jednak nie zachęciła. Bo co innego patrzeć z daleka na dzikie słonie na wolności, a co innego jeździć na nich i kazać im robić dziwne sztuczki. No jednym słowem nie lubimy takich atrakcji i nie zamierzaliśmy wybierać się na żaden trekking. Temat uznaliśmy za zamknięty, aż natknęłam się wczoraj na tę petycję WWF. No i zainspirowało mnie to do poszukania informacji o ogólnej sytuacji słoni w Tajlandii, szczególnie właśnie tych w ośrodkach.

Oficjalnie...

Wszystkie te miejsca podkreślają, że trzymane przez nich słonie zostały odbite przemytnikom lub zabrano je od ciężkiej pracy przy wyrębie lasów. Teraz rzekomo żyje im się lepiej, bo mają lżejszą pracę, są lepiej karmione i zadbane. A te kilka godzin dziennie z turystami to jest sposób na zarobienie na ich utrzymanie. Tak przeczytamy na ulotkach i w folderach reklamowych.

Mniej oficjalnie...

Gdy pogrzebałam trochę w Internecie, okazało się, że sprawa nie wygląda wcale tak różowo. Zacznijmy od tego, że 95% słoni w Tajlandii to zwierzęta udomowione, a zgodnie z tajskim prawem jakiejkolwiek ochronie podlegają tylko słonie żyjące na wolności. Pozostałe zaś są własnością ich właścicieli i nic nie reguluje sposobu ich hodowli, wykorzystywania czy traktowania. Ośrodki dla słoni to taki sam biznes jak każdy inny a ich właściciele i pracownicy nie muszą posiadać żadnych specjalnych kwalifikacji. Nie są zobowiązani do zapewnienia zwierzętom takich czy innych warunków, nic nie reguluje tego, ile godzin dziennie słonie mogą pracować, ile i jaki rodzaj jedzenia powinny dostawać. Jednym słowem, o wszystkim decyduje właściciel, bo to jego własność, tak jak samochód czy dom. Niestety prowadzi to bardzo częstych sytuacji, gdy słonie poza godzinami pracy z turystami są niedożywiane, nie dostają wystarczającej ilości wody i są zaniedbane.

Inny problem, z którego totalnie nie zdawałam sobie sprawy, to fakt, że dźwiganie człowieka jest dla słonia za ciężkie! Podobno kręgosłup słonia jest tak zbudowany, że niesienie na grzbiecie siedziska z człowiekiem niesamowicie go obciąża. Nie pozostaje to też bez wpływu na ich stopy i stawy, często prowadząc do kalectwa. Niewinna przejażdżka na grzbiecie słonia, tak popularna wśród turystów, i coś o czym nie ukrywam, kiedyś przez moment pomyślałam, nie brzmi już tak zachęcająco...

Teraz przechodzimy do sedna sprawy. Słonie to z natury dzikie i niebezpieczne zwierzęta. Choć wyglądają uroczo i niegroźnie, to nie ma takiej możliwości, żeby dzikie z natury zwierzę samo z siebie stało się potulne i uległe. Zatem żeby słoń mógł pracować z turystami, żeby był łagodny i nie stanowił zagrożenia, musi być poddany tresurze. Chociaż powinnam raczej napisać – torturze. W Tajlandii od pokoleń stosuje się powszechnie jedną i tę samą metodę. Mianowicie małe słonie zabiera się od matek i umieszcza w odosobnieniu, a następnie bije kijami bambusowymi najeżonymi gwoździami. W bardziej współczesnych czasach dołączono jeszcze elektroniczne bicze. Do tego dochodzi głodzenie, pozbawianie snu i trzymanie w odosobnieniu. Ta tradycyjna metoda, która dorobiła się nawet własnej nazwy - phaajaan - jest chętnie stosowana i powszechnie akceptowana, bo gwarantuje skuteczność. A lepszego uzasadnienia przecież nie trzeba.

Jeździć na słoniu, czy nie?

Nie wiem jak Was, ale mnie takie rewelacje skutecznie zniechęciły do wszelkich przejażdżek na słoniach. Żeby było jasne, ja nie namawiam do nie oglądania słoni czy innych dzikich zwierząt. Zachęcam tylko do bycia świadomym turystą i wybierania takich miejsc, w których na pierwszym miejscu są zwierzęta i troska o nie, a dopiero potem turyści.

W Tajlandii jest kilka ośrodków, w których można poobserwować te piękne zwierzęta, nie zmuszając ich do wykonywania nienaturalnych czynności, jak dźwiganie człowieka przez cały dzień, stanie na dwóch nogach czy malowanie obrazków trąbą. Cieszą się one mniejszą popularnością, bo kto by nie chciał mieć zdjęcia na słoniu? Ale to właśnie takie miejsca bym polecała, jeśli chcemy poobcować trochę ze słoniami, nie szkodząc im jednocześnie.

Gdybyście chcieli więcej poczytać o sytuacji słoni w Tajlandii to tu jest kilka linków:

An overview of the captive elephant situation in Thailand

Thai elephants are being killed for tourist dollars

The elephant situation in Thailand and a plea for co-operation

Elephant exploitation in Thailand

Obrazki pochodzą ze stron: wwf.pl i aaathailand.org