Kapsztad i Przylądek Dobrej Nadziei

autor: Monika

data: null

Zwiedzanie Cape Town to tak naprawdę głównie zwiedzanie Cape Peninsula - Półwyspu Przylądkowego. W kilka dni, na które zatrzymaliśmy się w Fish Hoek, delektowaliśmy się pięknymi widokami, plażami, pingwinami (!). Chodźcie z nami na fotograficzny spacer.

Góra Stołowa

Wizytówka Kapsztadu, jedna z najbardziej rozpoznawalnych atrakcji, górująca nad miastem, a raczej wyrastająca w samym jego środku - Góra Stołowa. Podobno kapryśna, często ukryta w chmurach, nawet gdy miasto smaży się w słońcu.

Jedziemy na górę już drugiego dnia pobytu w Kapsztadzie. Niebo było bezchmurne. Na Górę można dostać się kolejką lub pieszo. Jeśli planujemy wjechać kolejką, warto dojechać pod kolejkę taksówką lub Uberem. Branie własnego samochodu może skończyć się parkowaniem baaaardzo daleko. Dojazd to tylko pół problemu. Potem trzeba jeszcze odstać swoje w kolejce. Dłuuugiej kolejce. Około 2-3 godziny czekania, żeby przejechać się kilka minut na górę. Niestety dla rodzin z dziećmi nie ma wejścia bez kolejki (przynajmniej tak nam powiedziano),

Można pójść pieszo, na górę prowadzi wiele ścieżek o przeróżnej trudności, najkrótsza zajmuje 2,5 - 3 godziny i nie jest bardzo wymagająca. Więcej o scieżkach można poczytać tu; Przed wyjściem na szlak warto zajrzeć do biura parku i wziąć mapę. Na górę i wokól góry prowadzi tak wiele ścieżek, które się łączą i rozdzielają, że można się łatwo zgubić. Włącznie z tym, że wiele z nich wcale nie zaczyna się w okolicy Koleji liniowej.

Gdy docieramy na górę, witają nas... chmury i taki widok.

Spokojnie można spędzić tu kilka godzin, spacerując po wyznaczonych ścieżkach. Można też zjeść (smaczny) obiad i kupić pamiątki. Po południu kolejka z dołu przenosi się na górę - teraz żeby zjechać trzeba czekać ze 2 godziny. Tym razem jednak puszczają nas bez kolejki. Za to na dole już się nie czeka, można praktycznie od razu wsiąśc do wagonika. Spędzamy na Górze Stołowej większość dnia, zanim dojeżdzamy do dzielnicy Waterfront zachodzi słońce. ps. W dzielnicy gdybyście szukali w tej dzielnicy smaczengo miejsca na śniadanie lub lolację polecamy:

Przylądek Dobrej Nadziei - Cape Peninsula & Cape of Good Hope

Na Przylądek Dobrej Nadziei warto zaplanować conajmniej pół dnia. Już sam dojazd dostarcza pięknych widoków, a na miejscu jest tylko lepiej.

Wybieramy się na Przylądek Dobrej Nadziei podczas drugiego pobytu w Cape Town, już po powrocie z Garden Route. Planując pobyt w Cape Town i okolicach warto podzielić noclegi na dwa miejsca. Zatrzymaliśmy się w Simon's Town - jednym z kilku plażowo-surferskich miasteczek nad False Bay. Bardzo polecamy takie rozwiązanie - do zwiedzania miejskiej części Cape Town wystarczą dwa dni i warto zatrzymać się wtedy bliżej centrum - okolica Waterfron jest na pewno bardzo dobrą lokalizacją. Do zwiedzania Przylądka Dobrej Nadziei i okolicy warto już poszukać noclegu poza miastem, bo w większość miejsc i tak trzeba dojechać - to oczywiście w opcji gdy posiadamy samochód. My zatrzymaliśmy się w miejscowości Fish Hoek, skąd mieliśmy naprawdę fantastyczny dojazd do wwszystkich miejsc wokół Przylądka.

Przylądek Dobrej Nadziei ma interesującą opinię w powszechnej wiedzy. Błędnie często uważany za najbardziej na południe wysunięty punkt Afryki. Często podaje się też Przylądek jako punkt podziały Oceanu na Ocean Atlantycki i Indyjski. Jeśli podróżuje się statkiem wzdłuż zachodniego brzegu Afryki, Przylądek Dobrej Nadziei jest punktem, w którym zaczyna się żeglować na wschód, a nie na południe. Pierwotnie nazywany przylądkiem burz, nazwano go przylądkiem dobrej nadziei, gdyż po dotarciu do tego miejsca statki miały nadzieję dopłynąć na Daleki Wschód. Najbardziej na południe wysunięty cypelek Afryli to Przylądek Igielny (Agh) A, 180km na wschód od Przylądka Dobrej Nadziei. I to właśnie tam łączą się (czy też - rozdzielają) Oceany Atlantycki i Indyjski, a spotykają się dwa prądy morskie, ciepły i zimny. Na przylądek Igielny nie dotarliśmy, ale jeśli dysponujecie wolnym dniem to można połączyć to z wizytą w Betty's Bay, gdzie na plazy żyje kolonia pingwinów (to inna kolonia pinwinów, niż ta z Boulder's Beach), można jeszcze do tego dorzucić ptrzejazd widokową trasą od Gordon's Bay.

Można poprzestać na fotografii z tabliczką, ale można też przespacerować się malowniczą ścieżką (około 1,5h w dwie strony) i wjechać lub wejść do latarnii morskiej.

Latarnię odpuszczamy, ale decydujemy się na ścieżkę. Trochę zniechęcają nas chmury, w dodatku Nella planuje właśnie drzemkę. No nic, idziemy. Nella oczywiście zasypia w nosidle zanim porządnie wejdziemy na ścieżkę. Po około godzinie docieramy do cypla - Przylądek Dobrej Nadziei jest właśnie tu. Ze skał widzimy na dole drogę i duuużo turystów, niektórzy z nich wchodzą do nas - jak się okazuje od tej strony też można wejść. Jest szybciej, ale omija się plażę i piękne widoki po drodze. Zdecydowanie polecamy jednak ścieżkę. Gdy wracamy wychodzi słońce, zaraz wstaje Nella, akurat idealnie żeby zrobić przystanek na plaży. Woda kusi, na plaży jest upalnie, ale gdy tylko zbliżamy się do wody od razu odczuwalna temperatura spada o kilka stopni. Fale są bardzo silne, od ocany wieje silny wiatr a woda zimna - tylko kilku surferów próbuje sił..

Ścieżka jest bardzo łatwa, w dużej części wiedzie po drewnianej platformie, po płaskim, czasem po skale albo ziemii.

Po spacerze odpoczywamy w restauracji Two Oceans, którą polecamy nie tylko ze względu na widok, ale przede wszystkim świetne jedzenie - moje oystery w czterech smakach były bardzo ciekawym doznaniem kulinarnym.

Zajeżdżamy jeszcze na parking, który widzieliśmy z góry, robimy pamiątkową fotę i jedziemy oglądać pingwiny.

Pingwiny na Boulders Beach w Simon's Town

Po całym dniu na Przylądku Dobrej Nadziei, krótko przed zachodem słońca jedziemy szukać pingwinów. Nie wiemy czego się spodziewać. Wiemy tylko, że podobno mieszkają tu na plaży.

Około 3 000 Afrykańskich Pingwinów mieszka sobie w pobliżu miejskiej plaży w niewielkim Simon's Town. Pojawiły się tutaj w latach osiemdziesiątych XX wieku, najpierw w niewielkiej ilości, a potem zrobiło ich się więcej i więcej...

Najpierw odnajdujemy parking, jest też budka gdzie kupuje się bilet wstępu. Krótki spacer i trafiamy na malutką plażę, a na plaży...

To właśnie słynna Boulders Beach, gdzie można się opalać i pływać z pingwinami! Nas opalanie chwilowo nie interesuje, tylko wyglądamy kolejnych pingwinów. Spotkać je tak na żywo, w naturalnym środowisku, tak blisko to coś niesamowitego. Ale... spodziewaliśmy się, że będzie ich jednak więcej. Chodzimy, szukamy, rozglądamy się. No i w końcu widzimy - w oddali na skałach całe mnóstwo pingwinów! Tylko jak tam się dostać? Okazuje się, że weszliśmy złym wejściem - to prowadzi tylko na plażę. A jest jeszcze kładka wokól drugiej plaży - Foxy Beach - i to tam właśnie jest to czego szukamy!

Trasa widokowa - Chapman's Peak Drive

Zaledwie 10 kilometrów, ale jakie! Krótki odcinek, wijący się zboczem góry, to

W RPA obowiązuje ruch lewostronny dlatego warto jechać z południa na północ, wtedy widok będzie po lewej (wschodniej) stronie. Tym sposobem zobaczymy więcej z okien samochodu a i łatwiej będzie zjechać na punkty postojowe, które znajdują się głownie po stronie wschodniej.

Najlepsze plaże wokół Cape Town

Nordhoek

Pierwszy raz widzimy plażę w Nordhoek z góry, wjeżdżając na Chapman's Peak Drive. Biały piasek, lazurowa woda - czego chcieć więcej? Jedziemy sprawdzić czy z bliska wygląda równie pięknie.

Plaża w Nordhoek ma 8 kilometrów długości i 600 metrów szerokości. Jeśli marzycie o jeżdzie konno po plaży to właśnie tu możecie zrezalizować swoje marzenie. My takich marzeń nie mamy, więc ograniczamy się do spaceru, patrzenia na Ocean Atlantycki i słuchania szumu fal.

Woda wygląda zachęcająco, ale kąpanie jest niewskazane - woda jest za zimna, ale co gorsze można spotkać rekina.

Muizenberg

Przedostatniego dnia wpadamy jeszcze na plażę w . Jest chłodno, zdecydowanie za chłodno na kąpiel. Ale tutaj i tak królują surferzy. Trafiamy chyba akurat na porę szkółek surferskich - na plaży i w wodzie mimo pochmurnej pogody są dziesiątki sufrerów! Później doczytuję, że ta plaża to stolica surfeowana w RPA, tutaj podobno narodził się ten sport (w RPA). .Znana z kolorowych domków surferów, plaża w miejscowości Muizenberg raczej nie