Jak narodziny dziecka zwerifikowały nasze plany podróżnicze

autor: Monika

data: 2018-04-27T10:44:41.770Z

Jeszcze zanim urodziła się Nella, planowaliśmy dalekie wyjazdy.

Najpierw oczywiście do Polski, pokazać Małą Dziadkom. Ale zaraz następny wyjazd miał być już dla nas, bardziej egzotyczny, żeby coś zobaczyć. Stawialiśmy na Meksyk, chcieliśmy tam lecieć gdy Nella miałaby cztery miesiące.

Z niemowlakiem w Paryżu

Kupiliśmy przewodnik, nawet myśleliśmy o jeszcze jednym krótszym wypadzie wcześniej gdzieś bliżej - w październiku do Izraela. Wtedy Nella miałaby dwa miesiące.

A potem urodziła się Nella. O jakże to zweryfikowało nasze plany!

Nie, nie okazało się, że z dzieckiem się nie da. Szczególnie po wyjeździe na miesiąc do Polski, wiedzieliśmy już, że się da. Tam też się sporo przemieszczaliśmy, bo rodzina Fryderyka mieszka na środkowym Pomorzu, moja na Lubelszczyźnie, a jeszcze wpadliśmy dwa razy do Warszawy odwiedzić znajomych.

Wszystko to z dwumiesięcznym niemowlakiem.

Organizowanie się ze wszystkimi tobołami w każdym nowym miejscu wymagało trochę zachodu. Szczególnie pierwszy dzień i pierwsza noc były stresujące, bo dopiero w praniu wychodziło czego nie przygotowaliśmy i co jest potrzebne.

Byliśmy jednak u siebie.

W swoim kraju, w znanych nam doskonale miejscach. Gdy Nella złapała infekcję, lekarza miałam dosłownie po drugiej stronie ulicy, nie mówiąc o aptece, która jest jeszcze bliżej.

Z niemowlakiem najłatwiej?

Wiele osób podróżujących z dziećmi twierdzi, że z niemowlakiem podróżuje się najłatwiej. Niemowlakowi wszystko jedno gdzie jest, a do szczęścia potrzebuje tylko mamy i mleczka.

To prawda. Z niemowlakiem można pojechać niemal wszędzie i zrobić niemal wszystko to co robi się samemu. Niemowlak, szczególnie karmiony wyłącznie piersią, jest mało uciążliwy i łatwo mu zapewnić (prawie) wszystko czego potrzebuje.

Teoretycznie.

W praktyce gdy już pojawi się ten mały człowiek, podejście do podróżowania zmienia się. A przynajmniej zmieniło się nam.

Nie polecieliśmy do Meksyku jak Nella miała cztery miesiące.

Nie baliśmy się, że będzie nam za ciężko. Nie chodziło o to, że my się zmęczymy. Że musimy zabrać więcej sprzętu, zaplanować więcej czasu i że będzie ciężej. Nie. Nella już wtedy była naprawdę kontaktowym bobasem i świetnie się z nią podróżowalo.

Baliśmy się, że to będzie za ciężko dla niej. Za gorąco, za dużo przemieszczania, za długi lot, długie godziny w wózku podczas zwiedzania, długie godziny w foteliku samochodowym.

Najzwyczajniej w świecie szkoda było mi męczyć dziecko.

Polecieliśmy do Dubaju. Krótszy lot, niższa temperatura (był grudzień), zwiedzanie ograniczone do jednego miasta, a opieka medyczna na najwyższym poziomie na wyciągnięcie ręki.

Może jesteśmy zbyt ostrożni, ale łatwo się planuje na papierze, teoretycznie. A gdy już masz tego małego człowieka w domu, dopiero wtedy uświadamiasz sobie, że pewnych rzeczy nie zrobisz.

Nie dlatego, że się nie da, że nie możesz. Po prostu nie chcesz.

Co dalej

Nie rezygnujemy z podróży, co to to nie. Międzyczasie byliśmy z Nellą w Paryżu, kilka razy w Polsce a lada moment lecimy do Maroka.

Meksyk? Meksyk może będzie w grudniu. Nic na siłę.

Podróżujesz z dzieckiem? Dołącz do naszej grupy na Facebooku - Niemowlak w podróży - egzotyczne podróże z małym dzieckiem