Swoje trzeba odstać, czyli wizy do Chin

autor: fry

data: 2012-07-09T16:44:21.000Z

No i w końcu przyszedł czas na zdobycie pierwszej wizy. Choć nasz pierwszy przystanek, Hongkong, nie wymaga wizy, to Chiny już tak.

Choć samo słowo wiza może budzić różne skojarzenia, od popłochu i strachu po przeżytek ery pre-EU, to zdobycie wizy do Państwa Środka w Polsce jest stosunkowo przyjemne, a sam proces jej przyznania to czysta formalność obarczona zerowym ryzykiem odmowy.

Tydzień temu w poniedziałek przygotowany we wszystkie niezbędne dokumenty poszedłem do konsulatu chińskiego w Warszawie złożyć wnioski o wizy. Tego dnia z samego rana miałem do załatwienia jeszcze kilka innych spraw i będąc w pobliżu ambasady postanowiłem zweryfikować godziny otwarcia konsulatu, bo oficjalna strona wydawała się nie być aktualizowana od bardzo dawna. Jakie było moje zdziwienie gdy o godzinie 10:30, na 3 godziny przed otwarciem konsulatu, pod jego bramą zobaczyłem już ludzi stojących w kolejce. Stojący na jej czele dwaj starsi, gadatliwi panowie poradzili mi dołączyć do nich już teraz, bo potem ludzi miało tylko przybywać. Jakie miałem inne wyjście ... zostałem.

Bez książki, bez picia, w temperaturze przekraczającej 30 stopni i niesamowitej duchocie chowając się w cieniu drzew słuchałem opowieści starszych panów, którzy okazali się być stałymi bywalcami tej osobliwej kolejki.

Nie minęło 30min, a kolejka była już dwa razy dłuższa i liczyła 10 osób. Spomiędzy historii o starych sklepach, szewcach i innych rzemieślnikach, którzy pracowali niegdyś w pobliżu, wyłapuję kilka interesujących informacji: „Tylko w poniedziałki jest taka długa kolejka”, „dzisiaj będzie trochę wolniej, bo będzie zastępstwo w okienku”, „do składania wniosków są dwa okienka do odbioru jedno”. Na pytanie co w przypadku gdy konsulat nie będzie w stanie obsłużyć wszystkich w dwie godziny dostaję odpowiedź, że ci co są po odbiór zostaną obsłużeni, ale ci co składają będą musieli przyjść w innym terminie.

Mija godzina, w kolejce już 17 osób. W tym Polka z Kazachstanu, która żali się na obsługę w swojej ambasadzie; dwóch kurierów rowerowych, którzy w ramach przerwy trzymają dla kogoś miejsce w kolejce, jednego z panów na czele kolejki wymienia inny starszy pan. Większość osób w kolejce wydaje się znać ze sobą. Nie trudno domyślić się, że pracują dla agencji turystycznych czy firm pośredniczących w załatwianiu wiz. Widzę jak grube pakiety paszportów wędrują z rąk do rąk, co jakiś czas ktoś przyjeżdża samochodem tylko po to żeby podpisać przygotowany formularz wizowy, co chwila ktoś w rozmowie telefonicznej tłumaczy różne zawiłości załatwiania wiz w różnych ambasadach.

Już prawie minęła druga godzina, w kolejce już około 40 osób .... no i skończył się cień od drzew. Stali bywalcy są skorzy do rozmów, udzielania wskazówek i odpowiadania nawet na najdziwniejsze pytania. Okazuje się, że Chiny mają jeden formularz wizowy na cały świat i od obywateli Polski nie wymaga się wypełnienia wszystkich pól, takich jak: ubezpieczenie, miejsce pobytu w Chinach, czy też dostarczenia rezerwacji miejsca pobytu. Jeden z bywalców stwierdził nawet, że w ciągu ostatnich 12 lat nie słyszał o ani jednym przypadku odmowy wydania wizy.

Na 30 minut przed otwarciem konsulatu kolejka ciągnie się wzdłuż płotu, niewiele brakuje aby sięgnęła skrzyżowania. Starszych panów już wymienili „właściwi” ludzie z plikami paszportów, do innych ciągle dojeżdżają kurierzy przywożąc paszporty „na ostatnią chwilę”, pojawia się coraz więcej świeżych osób zdziwionych rozmiarami kolejki. Kilka minut później przychodzi strażnik i otwiera bramę, prawie wszystkim udaje się wejść na zadaszony placyk, gdzie formują się dwie kolejki: jedna po odbiór, druga do złożenia wniosków. Wszyscy czekają cierpliwie na 13:30, tylko stali bywalcy prowadzą ciągłe rozmowy jak załatwiać trudniejsze przypadki w innych ambasadach.

Jak tylko zaczęła się obsługa konsularna to pojawiło się kilkunastu Chińczyków, którzy weszli bez kolejki (why not) oraz małżeństwo potrzebujące wizę na teraz, bo jutro z rana mają samolot ;]. Ja w każdym razie odstałem swoje 15 minut, dałem paszporty, papiery, odpowiedziałem na kilka pytań i dostałem kartkę, z którą miałem się zgłosić za tydzień.

Tydzień później przygotowany: z książką, mrożonymi napojami, mp3, kwitami przychodzę o 10:30 pod tę samą bramkę, spotykam te same osoby, tak samo staję w kolejce i przeżywam jeszcze raz tę samą historię :D. Tylko trzy godziny później odbieram inne papierki