Polska. Po roku. Po miesiącu.

autor: Monia

data: 2013-08-19T15:16:14.000Z

Jest poniedziałek, 10:00 rano, torby spakowane, bilet wydrukowany. Zaraz jedziemy na lotnisko. To chyba dobra pora, żeby w końcu zaktualizować bloga....

Wiem, wiem, wróciliśmy do Polski dokładnie miesiąc temu i od tamtej pory cisza. A wypadałoby choć dwa zdania napisać jak tam, co u nas i co dalej. Przyznaję się zatem uczciwie: NIE CHCIAŁO NAM SIĘ! Nawet zapomnieliśmy, że na stronie wciąż działa licznik, a w miejscu pobytu ciągle jest ustawiona Australia. Zaraz to poprawimy.

Szok, nie ma szoku

Lądujemy na Okęciu w sobotę rano. Z lotniska odbiera nas Kuba (dodałabym Nasz Niezawodny Przyjaciel, Na Którego Zawsze Możemy Liczyć, ale już słyszę, ten szyderczy śmiech i pytanie : Dobra, co ode mnie chcesz?). W samochodzie dialog: -Jakoś pochmurnie dzisiaj? – pytam. –Pochmurnie? Żartujesz, to jeden z ładniejszych dni ostatnio!-stanowczo odpowiada Kuba, jakbym miała jeszcze jakieś wątpliwości. –Ale niebo takie wyblakłe…-nie daję za wygraną, przecież w Australii niebo było takie niebieściutkie, sami zresztą widzieliście na zdjęciach! No to w odpowiedzi mam:-Tak, ledwo wylądowała już narzeka, już! To Polska jest, ciesz się. Nic się nie zmieniłaś, marudna jak zawsze! No, fajnie was widzieć.

No i Kuba nam zrobił na powitanie schabowe z ziemniakami i mizerią!!!!!!!! Pyyyycha!!!!!!!!

Potem nastąpiła seria spotkań z przyjaciółmi, rodziną, znajomymi, dalszymi znajomymi, byłymi współpracownikami, nowonarodzonymi dziećmi i poślubionymi żonami i jeszcze wieloma innymi osobami. Był też tort w kształcie Australii z trasą naszej podróży, własnoręcznie zrobiony przez moją Mamę. O taki piękny:

I każdy zadawał mniej więcej to samo pytanie: czy już dopadła nas szara rzeczywistość, czy już nam się tęskni za kolejną podróżą? Odpowiedź brzmi: nie!

Stęskniliśmy się za życiem sprzed wyjazdu (tu możecie sobie wrzucić dowolne rzeczowniki, bo jak mówię, że stęskniliśmy się za pracą, to nikt mi nie wierzy...). Nasze myśli już od jakiegoś czasu krążyły wokół powrotu. I wciąż mamy pewien niedosyt „Polski”. A żeby nie psuć sobie tych miłych wrażeń to ja wciąż nie czytam i nie oglądam polskich wiadomości.

Moją 8 godzinną podróż ze Słupska do Łodzi przy 35 stopniach ciepła w autobusie bez otwieranych okien i klimatyzacji czy też 3 godziny spóźnienia pociągu relacji Słupsk – Warszawa, gdy Fryderyk utknął gdzieś pod stolicą w najgorętszy dzień roku bo lokomotywa odmówiła posłuszeństwa pozostawimy bez komentarza. Przecież nie takie rzeczy...

Gdzie teraz?

O tym dlaczego nie zostaliśmy w Australii, co braliśmy przecież pod uwagę, napiszemy kiedy indziej. Zaś plan na powrót do Polski był prosty. Mieliśmy trochę oszczędności, chcieliśmy dać sobie z tydzień – dwa na odpoczynek, a potem zacząć szukać pracy w Warszawie. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie nasz przyjaciel Przemek. Tak, tak Przemek, zburzyłeś całą naszą wizję! Otóż Przemek jakiś czas temu postanowił kontynuować swoją karierę zawodową w Londynie. No i jak tu wracać do Warszawy, jak Przemka już tu nie ma? A że przypadkiem zupełnym Fryderyk zajmuje się mniej więcej tym samym, to w naszych głowach pojawiła się malutka myśl, czemu nie? I zanim zdążyliśmy to dokładnie przemyśleć, Fryderyk dostał pracę i... uwierzcie mi, Londyn nigdy nie był na szczycie naszej listy. A teraz spakowani zbieramy się zaraz na lotnisko.

Aham, tylko Przemek międzyczasie się rozmyślił i wraca niedługo do kraju. Tak nas załatwił! Ale trudno, będziemy walczyć sami na obczyźnie. Jak będzie słabo to może Kuba odbierze nas jeszcze raz z Okęcia (no bo przecież nie z Modlina...)

Blog. Ciąg dalszy nastąpi

Teraz o blogu. Nie chciało nam się nic pisać, bo zwyczajnie musieliśmy odpocząć od tego całego podróżowania, zwiedzania, opisywania. Rozumiecie. Ale jak tylko się ogarniemy w nowej rzeczywistości, to zaraz siadamy do uzupełniania brakujących relacji i zdjęć. Mamy sporo informacji praktycznych spisanych w naszych zeszycikach, trochę jeszcze ogólnych wrażeń no i oczywiście tysiące zdjęć, które czekają na selekcję. Nie wszystko na raz, ale powolutku będziemy to wrzucać.

A może i napisze się coś czasem z Londynu...

Do przeczytania!