Skąd wziąć pieniądze na roczną podróż dookoła świata

autor: Monika

data: 2015-11-10T15:00:00.000Z

Pewnego dnia podjęliśmy decyzję, że chcemy wyjechać w roczną podróż po świecie i zaczęliśmy oszczędzać. Właśnie tak. Nie dostaliśmy żadnego spadku, nie wyjechaliśmy za granicę, nie dostaliśmy darowizny i nie mieliśmy sponsorów. Całą potrzebną kwotę uzbieraliśmy oszczędzając.

Jak zaoszczędzić pieniądze na roczną podróż dookoła świata

Przede wszystkim zanim stwierdzimy, że „nas na taki wyjazd nie stać” i że „nigdy nie zdobędziemy takiej kwoty”, obliczmy ile tak naprawdę potrzebujemy. Bo może wcale nie potrzebujemy aż tak dużo jak nam się wydaje. O tym ile kosztuje roczna podróż dookoła świata pisaliśmy tutaj.

Jak obliczyć ile mogę odkładać

Po pierwsze trzeba określić stałe wydatki, z których nie można zrezygnować. Będą to wszelkie rachunki typu:

-> opłata za wynajem mieszkania

-> raty kredytu

-> czynsz

-> prąd, woda, gaz

-> telefon, internet, telewizja

-> wydatki na jedzenie, środki czystości i kosmetyki.

Wszystkie te wydatki trzeba spisać jeden pod drugim na kartce, w zeszycie albo jak my, w Excelu, i zsumować. O ile wysokość rachunków łatwo sprawdzić, to gorzej jest z wydatkami na jedzenie, kosmetyki i środki czystości. Jeśli płacicie kartą za zakupy, to po wykazie z konta powinno dać się określić szacunkowe koszty. Jeśli płacicie gotówką, to warto przez miesiąc, dwa zapisywać ile wydało się na poszczególne kategorie. Przykładowo, jeśli masz ze sobą 200 złotych, to warto po zakupach spisać ile z tej kwoty zostało wydane na jedzenie, ile na kosmetyki, ile na przyjemności typu kawa na mieście.

Po zsumowaniu wydatków widzimy ile minimalnie potrzebujemy na miesiąc życia. Tę kwotę odejmujemy od wypłaty i to co zostaje to kwota, którą teoretycznie powinniśmy być w stanie zaoszczędzić każdego miesiąca.

Z naszych doświadczeń wynika, że w oszczędzaniu najważniejsze jest by od razu po wypłacie przelewać określoną kwotę na konto oszczędnościowe.

Nie ma wymówek, że może później, że się zobaczy, ile zostanie. Bo nie zostanie. A jak zostanie to zdecydowanie mniej niż mogłoby zostać, gdybyśmy od razu wpłacili.

Oczywiście na początku zostawialiśmy sobie tak mało pieniędzy na przeżycie, że pod koniec miesiąca w ruch szła karta kredytowa...

Wszystkie nadwyżki też przelewamy na konto oszczędnościowe. Przykładowo jeśli na koniec miesiąca coś nam jeszcze zostało na koncie, to też przelewamy to na konto oszczędnościowe, jeśli dostaliśmy premię, zwrot podatku, zwrot kosztów za niewykorzystany bilet itd. –wszystko od razu wędruje na konto oszczędnościowe.

Szukanie oszczędności

Bardzo duża część wydatków to wydatki zbędne, które tylko pozornie wydają nam się koniecznie, na przykład nowa kurtka, buty czy książka. Często też wydajemy małe kwoty na pierdoły, bo wydaje nam się, że te dwa czy pięć złotych to żadna oszczędność. Tymczasem właśnie eliminując takie wydatki możemy zaoszczędzić najwięcej.

Wiedząc, że każda zaoszczędzona złotówka przybliża nas do celu, naprawdę o wiele łatwiej jest rezygnować z kolejnych wydatków.

Najlepszą motywacją jest przeliczanie wydatków na dzień życia w podróży. Gdy miałam ochotę na kosmetyk za 40 zł czy nową sukienkę za 100 zł, tłumaczyłam sobie, że przecież za to mogę mieć dwa noclegi w Kambodży albo cztery dni wyżywienia w Indiach.

Jak uciekają pieniądze, czyli z których wydatków można, a nawet trzeba zrezygnować:

Nie wiem jak inni, ale w naszym przypadku o odmawianiu sobie drobnych przyjemności nie było mowy, bo jak jednego miesiąca ze wszystkiego rezygnowaliśmy to następnego szybko to nadrabialiśmy. I całe oszczędzanie szlag trafiał. Dlatego na początku obserwowaliśmy wydatki, szukaliśmy oszczędności w różnych miejscach i przyszedł moment, że trzeba było sobie uczciwie powiedzieć: są rzeczy, z których nie zrezygnujemy, ale są takie, które trzeba zacząć kontrolować. Niżej kilka przykładów.

-> Restauracje i puby - nie od dziś wiadomo, że jedzenie i picie „na mieście” jest droższe niż w domu.

-> Drobne przyjemności - czasem ciężko sobie odmówić kawy na wynos czy ciastka w kawiarni. Ja kupiłam kubek termiczny i zabierałam kawę z domu.

-> Lunch - zamiast kupować jedzenie w biurowej stołówce, lepiej przynosić jedzenie z domu; będzie taniej i zdrowiej.

-> Teatr, opera, wystawy, kino - ograniczyliśmy do drastycznego minimum, zamiast wcześniej kupowanych biletów często chodziliśmy na wejściówkach, które są dużo tańsze.

-> Książki - księgarnie zamieniliśmy na bibliotekę.

-> Wypady na weekend - wycieczka za miasto, weekend w Krakowie... niby niewielkie pieniądze, ale każdy taki wyjazd to jednak koszty.

-> Ubrania, buty, torebki, kosmetyki - czyli wszystkie te pierdoły, które MUSISZ MIEĆ - gdy zbierasz na wymarzoną podróż, okazuje się, że można przeżyć bez kolejnej torebki a stare buty nie są takie stare.

-> Papierosy i alkohol - nie palimy, pijemy baaardzo rzadko, więc tutaj oszczędność była znikoma; jeśli do palaczy nie przemawiają argumenty zdrowotne, to proponuję policzyć ile wydają miesięcznie na papierosy.

-> Samochód - nigdy nie mieliśmy, także trudno nam ocenić jakie to są realnie koszty; przypuszczam, że warto czasem przesiąść się na autobus czy pociąg.

Inne sposoby na sfinansowanie podróży po świecie:

-> Wyjechać za granicę i tam zarobić.

-> Wynająć komuś mieszkanie.

-> Wynająć komuś wolny pokój. Jak mamy własne mieszkanie to możemy przed wyjazdem wynająć komuś wolny pokój, a samemu pomęczyć się na mniejszej przestrzeni

-> Sprzedać mieszkanie.

-> Wziąć pieniądze od dobrze sytuowanych rodziców.

-> Wyprzedać wszystkie cenne i mniej cenne rzeczy, np. telewizor, rowery, samochód.

-> Poprosić o podwyżkę.

-> Poszukać dodatkowych zleceń, jeśli nasz zawód daje taką możliwość.

-> Poszukać pracy dodatkowej, jeśli w naszej nie da się już dorobić.

-> Mieć pracę zdalną, czyli stałe źródło dochodu w trakcie podróży.

-> Założyć firmę, która będzie na nas pracować jak my będziemy sobie jeździć.

-> Poszukać sponsora - my nie szukaliśmy. Raz, że nam się nie chciało, dwa, że sponsor to obowiązki. No i jeszcze trzeba byłoby jakąś ideologię do tego wyjazdu dorobić, że lądem, że tanio, że spanie tylko pod chmurką i inne pierdoły. Bo przecież nikt nie będzie sponsorował ludzi, którzy tak sobie jadą po prostu. No a my chcemy sobie tak jechać po prostu i nie ograniczać się jakimiś założeniami. No bo niby co, do Birmy nie pojadę, bo lądem się nie da, tylko samolotem, a sponsorowi obiecaliśmy, że tylko lądem? No i takie tam…

Lepiej pojechać na krócej niż nie pojechać wcale!

Ps. My oszczędzaliśmy 3 lata, żeby wyjechać w tę podróż, także nie było to wcale tak hop siup…