Urlop macierzyński w UK

autor: Monika

data: 2018-01-30T08:13:05.856Z

Jeszcze zanim temat ten zaczął mnie dotyczyć nieraz słyszałam lub czytałam opinie, że kobiety w ciąży czy na macierzyńskim to "w jukej mają lepiej". Gdy temat już zaczął nas dotyczyć spodziewałam się zatem kokosów i manny z nieba i nie wiem czego jeszcze, bo przecież w "jukej na dziecko to tyle się dostaje". Nie wiem kto i co dostaje i kto takie brednie opowiada, bo na moje oko to właśnie w Polsce kobietom w ciąży i na macierzyńskim jest lepiej.

Monika z wózkiem przy Tower Bridge, Londyn

A teraz trochę konkretów żeby zburzyć ten piękny obrazek Wielkiej Brytanii jako kraju rozdającego na lewo i prawo.

Jak wygląda urlop macierzyński w Wielkiej Brytanii

Kobieta w ciąży nie może iść na zwolnienie lekarskie

Tak wygodne, powszechnie i z radością stosowane w Polsce L4, w Wielkiej Brytanii nie istnieje.

W razie gorszego samopoczucia czy uciążliwych dolegliwości ciążowych można oczywiście pochorować kilka dni, ale obowiązują wtedy te same reguły co wszystkich. Czyli w zależności od pracodawcy i kontraktu, około trzech, maksymalnie pięć dni można nie iść do pracy bez zaświadczenia od lekarza.

Oczywiście w przypadku poważnych komplikacji gdy potrzebna jest hospitalizacja sprawa wygląda inaczej. Ale opcji siedzenia w domu na zwolnieniu przez całą ciążę po prostu nie ma. Na szczęście nie znaczy to, że trzeba pracować do dnia porodu.Najwcześniej 11 tygodni przed spodziewaną datą porodu można zacząć urlop macierzyńskii dzięki temu mieć trochę czasu wolnego zanim pojawi się dziecko. Trzeba tylko pamiętać, żetygodnie wykorzystane przed porodem są odliczane z puli przysługującego urlopu macierzyńskiegoi trzeba wtedy wcześniej wrócić do pracy.

Urlop macierzyński jest płatny tylko częściowo

Urlop macierzyński trwa 52 tygodnie (czyli rok). Tyle czasu można wziąć wolnego z pracy z gwarancją powrotu na stanowisko. Nie jest to jednak cały rok płatny. Rządowo przysługuje jedynie90% pensji i tylko przez pierwsze 6 tygodni od narodzin dziecka.Przez kolejne 33 tygodnie (czyli około 7 miesięcy) dostaje się £140 tygodniowoniezależnie od tego ile się wcześniej zarabiało. Przez pozostałe 13 tygodni (około 3 miesiące) nie dostaje się nic.

Żeby nie było wątpliwości, £140 tygodniowo, czyli około £630 miesięcznie to naprawdę nie jest duża kwota w UK, a na pewno nie w Londynie. Dla porównania za miesięczny bilet na metro płacę £240. Dla zdecydowanej większości kobiet będzie to mniej niż połowa zarobków, a wręcz jedna czwarta czy jeszcze mniej. Dlatego wiele kobiet (tych lepiej zarabiających) decyduje się na powrót do pracy już po sześciu czy siedmiu miesiącach.

Tutaj warto dodać, że niektóre firmy dopłacają do macierzyńskiego z własnego budżetu. Nie jest to jednak aż tak często, poza tym nie słyszałam jeszcze żeby którakolwiek firma płaciła przez rok. W kilku znanych mi miejscach można dostać 100% pensji przez kilka dodatkowych tygodni, maksymalnie 16 (czyli przez około cztery miesiące).

Zasiłek na dziecko jest bardzo niski i nie wszystkim się należy

Przy odpowiednio niskich zarobkach można załapać się na Child Benefit. Stawki na rok 2017/2018 to £20.70 tygodniowo na najstarsze lub jedyne dziecko i £13.70 tygodniowo na każde kolejne.

Porównując do polskiego 500+ znów UK wypada słabo, bo kwota jest porównywalna a przecież koszty życia nie. Co prawda dostaje się ten zasiłek już na pierwsze dziecko, a nie tak jak w Polsce dopiero od drugiego. Za to powyżej pewnych zarobków (gdy jeden z rodziców zarabia powyżej £50.000 rocznie) nie dostaje się go wcale (jak wiemy w Polsce można zarabiać 20.000 zł “na rękę” albo i 50.000 a 500+ nadal się należy).Realnie więc w UK kto ma choć trochę lepszą pracę, nie dostanie nic.Uściślając, nadal można dostać wtedy zasiłek, ale całą tę kwotę trzeba zwrócić państwu w postaci podatku dochodowego. Więc nie dość, że nic się nie zyskuje to jeszcze trzeba bawić się w dodatkowe rozliczanie dochodu z urzędem skarbowym.

Opieka nad dzieckiem kosztuje majątek

Mimo tak słabego wsparcia finansowego ze strony państwa (w porównaniu do Polski), wiele kobiet nie decyduje się na powrót do pracy tylko pozostanie w domu z dzieckiem. Co za tym idzie, często szybko decydują się na kolejne dziecko (skoro i tak już siedzą w domu z pierwszym). Dzieje się tak w dużym stopniu dlatego, że wysłanie dziecka do żłobka to dla przeciętnej rodziny ogromny koszt. Do trzeciego roku życia żłobki są płatne około £60 za dzień. W zależności od tego ile godzin dziennie i ile dni w tygodniu dziecko spędza w żłobku,miesięczny koszt może dojść do niemal £2.000.Oczywiście mówimy tutaj o normalnych żłobkach, nie żadnych prywatnych. A £2.000 to więcej niż pensja niejednej mamy. Dla wielu oznacza to pracę tylko po to by większość wypłaty wydać na żłobek. W dodatku w Londynie dojazd do pracy nierzadko zajmuje grubo ponad godzinę co może oznaczać powrót do domu akurat na usypianie dziecka i realny czas dla dziecka jedynie w weekendy.

Bycie mamą w Wielkiej Brytanii ma też swoje zalety

Żeby nie było, że jest tutaj aż tak źle. Dzieci jednak się rodzą i to w dużej ilości, a pracująca mama to żaden wyjątek.

Udogodnienia po powrocie do pracy

Elastyczne godziny pracy, powrót na niepełny etat czy też praca z domu to rozwiązania powszechnie w Wielkiej Brytanii (a przynajmniej w Londynie) stosowane i akceptowane przez pracodawców. Z pewnością pod tym względem jest dużo lepiej niż w Polsce.

Darmowa opieka dentystyczna i leki na receptę dla mamy i dziecka

Przez cały okres ciąży a następnie do roku życia dziecka wszystkie leki na receptę są darmowe. Dodatkowo mama może korzystać z darmowej opieki stomatologicznej (która normalnie jest płatna).

Warto tu podkreślić, że mowa o lekach na receptę, więc w razie poważniejszej i dłuższej choroby nie zbankrutujemy. Przy czym w UK leki na receptę kosztują tyle samo, niezależnie od leku, czyli £8.20, nie jest to więc aż tak duża oszczędność.

W naszym przypadku póki co tylko raz dostaliśmy receptę, a cztery razy zalecono nam wykupienie lekarstw, które na receptę nie są a kosztowały zdecydowanie więcej niż te £8.20 które zapłaciłabym za lek na receptę. Także niby fajnie, ale korzysta się z tego rzadko albo wcale jeśli dziecko nie choruje na nic poważniejszego niż przeziębienie.

Zasiłek macierzyński należy się nie tylko osobom zatrudnionym na stałe

Tutaj jest zdecydowanie na plus w UK w porównaniu do Polski. Otóż maternity payment, czyli owe £140 tygodniowo, o których pisałam wyżej, przysługuje jeśli w 13 tygodniu przed planowaną datą porodu ma się przepracowane co najmniej 26 tygodni u jednego pracodawcy.

Dokładnie działa to tak, że można mieć kontrakt tylko na czas określony, urodzić dziecko już po skończeniu kontraktu i nadal być uprawnionym do urlopu macierzyńskiego. Formalnie to już nie nazywa się wtedy urlop macierzyński - maternity leave, tylko statutory maternity payment, ale wychodzi na to samo - dostajemy 90% pensji przez pierwsze 6 tygodni, przez kolejne 33 tygodnie £140 tygodniowo i przez pozostałe 13 tygodni nie dostaje się nic.

Rodzice mogą dzielić się urlopem rodzicielskim - Shared Parental Leave

Matka dziecka musi obowiązkowo wziąć dwa tygodnie urlopu macierzyńskiego, natomiast pozostałe 50 tygodni rodzice mogą podzielić między siebie i muszą wykorzystać do ukończenia przez dziecko roku. Oczywiście nadal obowiązują te same zasady co do płatności, o których pisałam wyżej.

Oprócz tego ojcom należy się dwa tygodnie urlopu ojcowskiego, który trzeba wykorzystać od razu po urodzeniu dziecka.

Zobacz inne wpisy o Londynie:

>> Własne mieszkanie w Londynie - od czego zacząć - wszystko co musisz wiedzieć zanim zaczniesz szukać mieszkania Przeczytaj post

>> Ile kosztuje życie w Londynie - ile się płaci za mieszkanie, transport, jedzenie Przeczytaj post